Lekarz wojenny, David Nott

Lekarz wojenny, David Nott

Dzisiaj chciałam polecić książkę, która nie jest dobrze napisana. Której autor nie jest szczególnie charyzmatyczny i w zasadzie literacko to nie jest w ogóle coś godnego uwagi. Godne uwagi jest jednak unikalne doświadczenie autora, który - chyba z dość chorobliwą czasami gorliwością - krążył całe życie po wielu krajach, w których akurat toczyły się wojny, i zatrudniał się tam jako lekarz. 


Dwadzieścia lat przebywania w różnych strefach wojennych, widok nie z linii frontu, ale ze szpitala polowego. Oto obraz, którego nie wymażecie. I który rzadko widać. Na dodatek jest to obraz, który skutecznie mógłby młodzieży i młodym dorosłym, marzącym o wojence, przygodzie na froncie i tym podobnych bzdurach, wybić z głowy pewien obraz romantycznej walki o kraj (tak popularny w szkolnych podręcznikach i wśród niektórych środowisk prawicowych). 



Na dodatek książka Notta, szczera, prostolinijna i pozbawiona ozdobników, to historia wojen XXI wieku. Autor był w Afganistanie, w Sierra Leone, Liberii, Darfurze, w Kongu, Iraku, Jemenie, Libii, Strefie Gazy i - oczywiście, niestety - w Syrii. Trudno o kogoś, kto ma takie doświadczenie i kto miał wgląd w każdy z tych konfliktów. I kto - na dodatek - nie robi z siebie bohatera - raczej szaleńca z obsesją pomocy pod olbrzymią presją. David Nott ma pewnie w sobie coś, co wymaga terapii. ;) Ale my, dzięki niemu, możemy rozerwać sobie serce na kawałki, patrząc na cierpienie cywili, poćwiczyć współczucie nawet do chłopców z Al-Kaidy, którzy trafili w machinę ideologiczną. 

Autor stara się za każdym razem przedstawić choćby pobieżny rys konfliktu, który pomagał mi uporządkować sobie historię najnowszą w krajach, o których historii na co dzień nie myślę. 

Polecam, bo nie znajdziecie wiele podobnych pozycji. Poza tym jestem z frakcji, że TRZEBA WIEDZIEĆ. Nie tylko "wyobrażać sobie" i "no domyślam się, że różowo nie jest", ale trzeba się skonfrontować ze okropieństwami tego świata. Tylko tak nie oderwiemy się od rzeczywistości i nie podryfujemy w kierunku obojętności na zło.
Książki dla dzieci o tolerancji i różnorodności.

Książki dla dzieci o tolerancji i różnorodności.

Trudne mamy czasy. I nie, nie mówię teraz o pandemii (chociaż ona nie pomaga...). Nastroje ksenofobiczne, rasistowskie i homofobiczne narastają. Nie jest dobrze być trochę mniej typowym, niż otoczenie, w którym żyjemy, bo w kraju, w którym rząd jest otwarcie homofobiczny, w świecie, w którym masowe zamieszki są spowodowane morderstwem na tle rasowym, można poczuć się smutno, źle, i strasznie. 

Lekarstwem na zło jest EDUKACJA. Nie jestem tu szczególnie odkrywcza, ale ciągle wydaje mi się, że za rzadko mówimy o tym, że nadzieja leży tam, gdzie dzieci są wychowywane na ludzi, którzy nie nienawidzą kogoś tylko dlatego, że ma inny kolor, orientację seksualną czy zielone oczy. Bo na żadną z tych rzeczy człowiek w momencie swojego urodzenia nie ma żadnego wpływu i nie może być za to potępiany. 

Drogą do wykształcenia w dzieciach otwartości na inność i tolerancji może być literatura. Mam dla Was subiektywne zestawienie książek kształtujących ludzi, którzy nie będą kogoś nienawidzić tylko dlatego, że urodził się w innym kraju, wygląda inaczej, albo dlatego, że z jakiegokolwiek powodu jest troszeczkę inny, niż większość. 

Na początek książki o tolerancji i różnorodności pojmowanej ogólnie.



"Ludzie" Petera Spiera, podobnie jak "My, ludzie" Elizy Piotrowskiej czy "Różni, ale tacy sami" Pernilli Stalfelt, to książki, które nadadzą się już dla przedszkolaków. Podkreślają różnorodność świata i fakt, że wszyscy, mimo różnic, jesteśmy do siebie bardzo podobni.

Żeby ułatwić Wam rozeznanie, mam dla Was zdjęcia z kilku stron z każdej z tych książek. Poniżej - "Ludzie" Petera Spiera:


A tutaj zobaczcie, jak wygląda książka "My, ludzie"




A tak przedstawia się książka "Różni, ale tacy sami":




Z kolei "Mała książka o tolerancji" przeznaczona jest dla nieco starszego odbiorcy - dzieci w wieku szkolnym i młodszych nastolatków:




Istnieją też książki wprost opowiadające głównie o rasizmie i niosące go w tytule. Na polskim rynku książek dla dzieci głównie wyróżniają się dwie pozycje:



"Mała książka o rasizmie" jest skierowana do dzieci w wieku wczesnoszkolnym i przedstawia się mniej więcej tak:



Z kolei "Rasizm i nietolerancja NIE!" to książka dla przedszkolaków:




Istnieje też literatura o różnorodności religijnej, nastawiona na edukowanie na temat tego, jak w praktyce funkcjonują wyznawcy różnych religii. Tutaj bardzo ciekawą pozycją jest "Jest wiele wiar", która jest książką - wywiadem przeprowadzonym przez dzieci z przedstawicielami różnych religii. Skierowana jest do dzieci w wieku wczesnoszkolnym, ewentualnie młodszych nastolatków.


Jeśli chodzi o książki fabularne, przedstawiające jakąkolwiek mniejszość, można znaleźć całkiem sporo pozycji. Na potrzeby tego posta przedstawię Wam dwie.

"Inny, niż wszyscy", to książka o chłopcu z zespołem Aspergera. To jedna z części serii kilku książek o tych samych bohaterach - książki te mówią o uczuciach - o zakochaniu, kłótniach z kolegami i szeroko pojętym życiu szkolnym. Wydaje mi się, że są skierowane głównie do dzieci w wieku 7-10 lat.



Na koniec przypomnę książkę, o której JUŻ TUTAJ PISAŁAM - książka o ciotce z zespołem Downa. Znakomita książka - ciekawa, pełna przygód i pełna ciepła, a przy okazji normalizująca fakt istnienia ludzi opóźnionych w rozwoju umysłowym. 




To tyle na dzisiaj. Jeśli chcecie, żeby napisać ciąg dalszy tego posta, dajcie znać. I czytajcie dzieciom dobre książki, żeby nie wyrosły na Trumpa. ;)



Późnowiosenny kącik nowości i zapowiedzi 2020.

Późnowiosenny kącik nowości i zapowiedzi 2020.

Rynek wydawniczy szczęśliwie wirus dotyka w stopniu bardzo umiarkowanym. Ludzie nadal czytają, nadal kupują książki. Gorzej mają stacjonarne księgarnie, ale i one, mam nadzieję, odbiją straty. A mogą to zrobić, bo nadchodzi sporo ciekawych nowości. I dzisiaj mam dla Was mój cykliczny, subiektywny wybór tego, co można będzie wkrótce poczytać.

1. Piżamorama Warszawa. Nie wiem, czy znacie cykl książek z obrazkami z serii "Piżamorama", ale jeśli nie, to czas poznać. Nie są one wyłącznie dla dzieci, bo i dorosłym przynoszą sporo frajdy. Zerknijcie tutaj:

Wersja warszawska, opracowana przez francuskich autorów, już jest do kupienia! Wszystkim kochającym tę serię albo/i Warszawę, serdecznie polecam!


2. Niezwykła książka do nauki liczenia i myślenia o innych.
Wydawnictwo Dwie Siostry proponuje niezwykłą pozycję dla dzieci. Mam dla Was opis wydawcy:

Z tą wyjątkową wyszukiwanką nauczysz się liczyć od 0 do 7,7 miliarda – i tego, że każdy człowiek się liczy. Licz ludzi na kolejnych stronach i obserwuj ich losy. Zastanów się, o czym myślą, co czują i co właśnie przeżywają. Jeśli masz bystre oko, odkryjesz ich duże i małe sekrety. Przekonasz się, że każdy jest inny, każdy ma własną, wyjątkową historię i nikt nie jest ważniejszy od innych – i że każdy jest częścią naszego wspólnego świata. A jeśli dobrze poszukasz, to kto wie – może nawet znajdziesz tu siebie!
Przyjrzyj się ludziom. Tym w książce i tym wokół ciebie.
Atrakcyjny i oryginalny koncept, efektowna warstwa graficzna i głębokie przesłanie zapewniły tej niezwykłej książce uznanie na całym świecie. W ciągu dwóch lat została przetłumaczona na ponad trzydzieści języków. Zdobyła Nagrodę Literacką Rady Nordyckiej 2019 i znalazła się na prestiżowej międzynarodowej liście White Ravens. Była także nominowana do Brageprisen – najważniejszej norweskiej nagrody literackiej, oraz do World Illustration Awards.
„Ta książka wyróżnia się w swoim gatunku. Można czytać ją wiele razy i za każdym razem odkrywać coś nowego. Można zobaczyć w niej myśli innych ludzi – a może nawet rozpoznać samego siebie w którymś z bohaterów” – werdykt jury Nagrody Literackiej Rady Nordyckiej.
 Książka ukaże się szóstego czerwca.




3. Jubileuszowe wydanie pierwszego tomu Pottera. Kolorowe okładki i krawędzie. Każdy może wybrać sobie, z jakiego domu chce książkę. :) Oczywiście książki wydaje Media Rodzina. Pierwszego lipca.


4. Macie w domu miłośnika pociągów? A może kogoś, kto kocha pop-upy? W sierpniu Wydawnictwo Dwie Siostry ma coś dla Was. :)



5. Nowość małego wydawnictwa Tu się czyta jest bardzo interesująca. Temat - jak na książkę dla dzieci - wyjątkowy, bo książka mówi o wielkich przemianach społecznych - o rewolucjach. W tym o tej, która trwa obecnie. Książka jest nowością, którą już teraz można kupić. Zerknijcie. 







6. Nowy Walliams, co zawsze cieszy mojego syna. ;) Jak zwykle wydany w wydawnictwie Mała Kurka. Premiera dziesiątego czerwca.


7. Trzeci tom "Małych kobietek". Cieszy mnie ta premiera, bo nie jestem w stanie znaleźć, czy w ciągu ostatnich dziewięćdziesięciu lat "Mali mężczyźni" ukazali się po polsku. Ostatnie wydanie, które znalazłam, pochodziło z 1930 roku. Wydawnictwo MG jednak zapełni tę lukę w połowie czerwca. :)





Z miłości? To współczuję - czyli co w zasadzie wiemy o Omanie.

Z miłości? To współczuję - czyli co w zasadzie wiemy o Omanie.

Wybierałam się do Omanu na długo przed pandemią. Rozważałam road trip i piknikowanie na wadisach (nie wiem, czy to się tak odmienia, więc dajcie żyć ;)). Problem (no, powiedzmy) polega na tym, że ja o Omanie nic nie wiedziałam. NIC. Wiedziałam, że tam jest spokojnie, relatywnie zamożnie i bezpiecznie dla turystów, ale poza tym? Zero.



Jako że wyjazd nie doszedł do skutku uznałam, że poczytam przynajmniej o tym miejscu coś więcej, niż porady dla turystów. Bardzo interesowała mnie sytuacja kobiet w Omanie, ponieważ jest to jeden z krajów Zatoki, który nie tylko ma monarchię dziedziczną, ale też szariat, a mimo tego uchodzi za jeden z lepszych dla kobiet - jak na kraje podporządkowane religii. Wiedziałam, że ibadyci, odłam islamu, który jest dominujący w Omanie, jest stosunkowo postępowy. Ale czy aby na pewno?

Agata Romaniuk, autorka książki, jest prywatnie związana z Omanem od lat, urodziła tam nawet dziecko, więc jest ona na tyle rozeznana w lokalnej sytuacji, że mogłam jej zaufać. Wydaje się, że wykonała całkiem niezłą robotę.

Krótki rys z historii najnowszej pomaga zrozumieć niezwykły skok cywilizacyjny, jakiego dokonał Oman w ciągu ostatniego półwiecza, ale także pozwala pojąć wielką i - zdaje się - autentyczną miłość, jaką czują Omańczycy do swojego aktualnego sułtana, który szczerze walczył o dostęp do edukacji (także dla kobiet, które - gdy obejmował władzę - w 88% były analfabetkami, a teraz stanowią większość na wyższych uczelniach) i darmową opiekę medyczną na wysokim poziomie.

To jest jedna strona medalu. Trudno nie przyznać, że sytuacja kobiet w ostatnich dziesięcioleciach bardzo się poprawiła. Pod względem prawnym - wolno im pracować w dowolnym zawodzie. Saudyjki mogą im pozazdrościć bardzo wielu swobód. Kwestie kulturowe to jednak, oczywiście, druga strona medalu i Omanki długo jeszcze będą walczyć z oporem społecznym.



Niestety jednak - jeśli chodzi o prawo rodzinne i majątkowe, Oman nadal jest krajem, którego prawodawstwo jest oparte na szariacie, co oznacza, że chociaż kobieta może być kontrolerką lotów i rozporządza własnym majątkiem zagwarantowanym w umowie ślubnej, to nadal często nie może wybrać tego, za kogo wyjdzie za mąż, rozwód z jej inicjatywy to gehenna, a przemoc w małżeństwie w zasadzie nie jest karana. Do tego nie wolno jej wyjść za mąż za mężczyznę spoza Omanu, jeśli nie wyrazi na to zgody sąd (!!!). Mężczyznom oczywiście wolno żenić się z kim chcą.

Autorka książki nie ukrywa brzydkich stron losu omańskich kobiet, choć rozmawia także z tymi, które są szczęśliwe i spełnione. Na dodatek te rozmowy są bardzo interesujące, dobrze zredagowane, skupione na rzeczach istotnych, a rozmówczynie (i rozmówcy) Agaty Romaniuk są z różnych środowisk i pokazują niewielki ale istotny wycinek codzienności w tym dziwnym, cichym kraju.

Książkę polecam, bo nie tylko znakomicie się czyta, ale też wnosi bardzo wiele informacji, których - jeśli wcześniej nie interesowaliście się Omanem - pewnie nie znacie. Solidny reportaż, szkoda go przeoczyć. :)
Wielki następca, czyli czy co tam nowego w Korei Północnej.

Wielki następca, czyli czy co tam nowego w Korei Północnej.

Był czas, że przeczytałam chyba wszystko, co można było przeczytać o Korei Północnej. Ponieważ mam skłonność do fiksowania się na tematach (teraz chyba wpadnę w fazę czytania o Imperium Osmańskim), to wykopałam spod ziemi bardzo wiele publikacji. Jedne były bardzo dobre ("Światu nie mamy czego zazdrościć"), a inne, zwłaszcza durne relacje turystów, absolutnie zbędne (do tej pory nie mogę zrozumieć, czemu ktoś pisze książkę o kraju, w którym był przez dwa tygodnie i to cały czas pod opieką reżimu - WTF?). 

Kiedy czytałam recenzje książki pani Fifield zaintrygowało mnie to, że dotarła do bardzo wielu ludzi, którzy bezpośrednio znali Kim Dzong Una, do jego krewnych, którzy uciekli z Korei i sama była w Korei wielokrotnie jako dziennikarka. Książka rokowała, więc kupiłam.



I nie żałuję.

Fifield wykonała ogromną pracę i przemierzyła świat, żeby odwiedzić wielu ludzi. Niektórych było trudno znaleźć, niektórzy byli w programie ochrony świadków (który to program teraz powinien się przeorganizować, skoro dziennikarce udało się dotrzeć do co najmniej jednej osoby, która się ukrywa), inni - na przykład jedna z krewnych Kima - rozmawiali tylko przez pośredników, z lęku o swoje życie. 

"Wielki następca" to nie jest książka, która daje wgląd w działania reżimu, ale książka, która daje wgląd w osobowość wodza, z której działania reżimu wynikają. Drążymy w dzieciństwie Kima, w jego wychowaniu, wykształceniu, w pasjach i fascynacjach. Obserwujemy jego przedziwną obsesję na punkcie koszykówki (i "przyjaźń" z Denisem Rodmanem, moronem nad moronami) i tym podobne smaczki. Wiemy też już, z czego wynikało głośne lotniskowe zabójstwo jego starszego brata, czy inne okropności. Tak, książka wnosi parę nowych informacji.

ALE.

Nie byłabym sobą, gdybym nie znalazła jakiegoś ale. 
Anna Fifield jest skuteczną, zdeterminowaną, szalenie skoncentrowaną na celu dziennikarką. Książka jest wynikiem ogromnego nakładu pracy, jest sprawnie napisana i widać, że autorka chciała osobiście porozmawiać z kim się da. Nie wiem, jakich metod używała, żeby do niektórych osób dotrzeć, ale czasami wydaje mi się, że sama mogłaby zostać dyktatorem. A to dlatego, że w książce jawnie zastanawia się - tuż po długim wywodzie na temat tego, jak Kim ścigał swoich krewnych, jak ich mordował, jak innych krewnych wodza rządy różnych państw ukrywają - otóż ona zastanawia się, czy krewnej, która nie chce z nią rozmawiać osobiście, tylko wysyła męża, nie ujawnić w mediach. Bo czemu by nie, pewnie przesadza, nie powinna jej odmawiać rozmowy. No ale trochę szkoda dzieci, więc jednak tego nie zrobi.

Szaleństwo. Czyste szaleństwo.

Tak, z książki dowiedziałam się kilku rzeczy, których nie wiedziałam. Na pewno jest to coś, co przeczytać warto, o ile się chociaż trochę siedzi w temacie i jeśli kogoś kręci kwestia krwawych reżimów. Nie mogę powiedzieć, że nie warto, że coś nie tak, że nuda. Wręcz przeciwnie. Ale autorka jest potworem. Uważajcie na nią. ;) 
Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk.

Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk.

Barbara Ubryk była zakonnicą, która przebywała w klauzurowym klasztorze w Krakowie w XIX wieku. Wstąpiła do klasztoru jako młode dziewczę, już wtedy wykazując lekkie objawy zaburzeń psychicznych, ale w XIX wieku nie wiedziano prawie nic o prawdziwej naturze chorób umysłowych, toteż trudno było spodziewać się, że ktoś potraktuje poważnie krótkie "załamanie nerwowe", zwłaszcza u kobiety.

Niestety z biegiem lat "dziwactwa" siostrzyczki Barbary rozwinęły się w pełną psychozę, a zakonnice, nie mając lepszego pomysłu i nie umiejąc sprzeciwić się nakazom swojego zgromadzenia (nie wolno wyjść poza mury klasztoru), zamknęły biedaczkę w karcerze. Ponieważ jednak Barbara krzyczała, rozbierała się do naga, niszczyła wszystko i robiła sobie krzywdę, zamurowano jej okno, zabrano meble i przestano dawać nowe ubrania. Barbara spędziła dwie dekady zagrzebana w barłogu z siana, dokarmiana przez klapkę w drzwiach.



Kiedy sprawa stała się znana opinii publicznej (bo trudno powiedzieć, żeby wcześniej nikt o Barbarze nie wiedział), wybuchł w Krakowie skandal i rozpoczął się proces w sądzie. Sądzono dwie przeorysze zakonu, a akta tej sprawy zachowały się w krakowskim archiwum do dziś. I tymi aktami zajęła się Natalia Budzyńska.

"Ja nie mam duszy" to dość sprawnie napisany reportaż, choć skłamałbym mówiąc, że wybitny. Na pierwszych kilku stronach autorka próbuje bardzo absurdalnie i nieudolnie napisać coś z punktu widzenia samej Barbary, co jest - no cóż - zwyczajnie głupie.
Nie wiemy NIC o tym, co myślała sama Barbara, bo nie ma żadnych dokumentów na ten temat, a i trudno podejrzewać, że ktokolwiek wie, co myśli człowiek więziony w ciemnej komórce przez dekady. Na dodatek człowiek cierpiący jednocześnie na ciężką chorobę psychiczną. Polecam zatem ominąć te pierwsze kilka stron i zacząć czytać dopiero tam, gdzie zaczyna się reportaż oparty na dokumentach, które relacjonują zeznania świadków w sprawie.

Książka jest napisana sprawnie i w większości rzetelnie. Przedstawia mnogość czynników, które wpłynęły na los Barbary Ubryk, bo sprawa - choć wydaje się z perspektywy XXI wieku prosta (chorą należy leczyć w szpitalu), w XIX wieku wcale taka nie była (także dlatego, że ówczesne szpitale psychiatryczne "leczyły" choroby lewatywami i polewaniem zimną wodą).
Wydaje się odświeżającym także fakt, że prokuratura nie miała wówczas skrupułów przed traktowaniem zakonnic na równi z resztą społeczeństwa i nikt nikomu nie urwał głowy za to, że z klauzurowego klasztoru zabrano siostry na przesłuchania, a także tymczasowo aresztowano.

Całe śledztwo obnaża zaniedbania, szereg dziwnych decyzji i skostniałe reguły zakonne, a także mechanizmy kościelne, które utrudniały racjonalne postępowanie, ale bardzo cenię autorkę za to, że pozwala wyciągać wnioski czytelnikowi, nie robiąc jednoznacznej nagonki na którąkolwiek ze stron. Także dlatego, że i ówcześni lekarze dorzucili swoje kamyki do tego cuchnącego ogródka.

Solidna książka, poprawnie napisana i widać, że autorka skrupulatnie pracowała nad materiałami, do których miała dostęp. Polecam bez obaw, że ktoś się natnie. ;)
Światy równoległe, Łukasz Lamża. Książka dla tych, którzy nie mają internetu.

Światy równoległe, Łukasz Lamża. Książka dla tych, którzy nie mają internetu.

Łukasz Lamża miał znakomity pomysł na książkę. Napisać o tych wszystkich płaskoziemcach, homeopatach i Ziębach. Cóż może być lepsze w czasie pandemii, niż czytać o antyszczepionkowach? Zamysł był doskonały, ale niestety - z książki dowiemy się dokładnie tyle, że te wszystkie rzeczy istnieją. Kropka.



Książka Lamży ma około 200 stron, niewielki format i próbuje napisać o WSZYSTKIM. Na liście rozdziałów są antyszczepionkowcy, ekstremalni audiofile, chemtrailsy, homeopatia, irydologia, kreacjonizm, płaska Ziemia, radiestezja, pamięć wody, powiększanie piersi w hipnozie, leczenie witaminą C, antyekologizm i żywa woda. 13 zagadnień. Łatwo policzyć, że na każde przypada mniej, niż 10 stron tekstu na małych stroniczkach. Co można napisać na temat każdej z tych rzeczy na kilku stronach? Otóż niewiele. 

Rozdział o antyszczepionkowcach to streszczenie kontrowersji wokół Wakefielda i rtęci. Jeśli ktokolwiek wie COKOLWIEK o antyszczepach, to już o tym słyszał i ma temat przerobiony od lewej do prawej. O homeopatii też nie dowiedziałam się niczego nowego - pamięć wody, wytrząsanie, sraty taty, heheszki. I tak dalej. Streszczenie internetu. 

Jasne, autor wyszedł z internetu i czasami nawet rozmawiał z ludźmi, którzy są bezpośrednio uwikłani w różne antynaukowe biznesy, ale co z tego, skoro wynik tych rozmów jest streszczony w kilku zdaniach? Tak, wiemy, że homeopatia to biznes. Wiemy, że istnieją całe fora pełne ludzi, którzy leczą się moczem, lewatywami i wciąganiem witaminy C na kilogramy. Tylko że z tej wiedzy nic nie wynika i chyba nic nowego wyniknąć nie może. 

Chciałabym być zaskoczona po przeczytaniu tej książki. Chciałabym, żeby tam było coś więcej, niż napisanie - sprawne i poparte źródłami naukowymi, przyznaję - że to bzdury. Ale nic więcej tam nie ma.

Nie wiem, dla kogo to jest książka. Dla nieprzekonanych? Dla kogoś, kto nie umie przeczytać o tym wszystkim w sieci? Nie wiem. 

Jeśli Was bawi czytanie po raz kolejny o ludziach, którzy wierzą w to, że ziemia jest płaska, to czytajcie. Pewnie, to jest zabawne i tragiczne jednocześnie. Prawie jak Szekspir. ;) 
Poza tym teraz wszyscy siedzimy w domu i nikomu kolejna książka rozrywkowa nie zaszkodzi. Jest sprawnie i spójnie napisana, bo Łukasz Lamża to rozsądny, inteligentny człowiek. Szkoda tylko, że tutaj skrzydeł raczej nie rozwinął.
Wiosenno-koronawirusowy kącik nowości i zapowiedzi 2020.

Wiosenno-koronawirusowy kącik nowości i zapowiedzi 2020.

Wiem, jest źle.
Ale to minie. Kiedyś musi. A książki można czytać wszędzie. Popatrzmy, poplanujmy. Zachowajmy pozory normalności.

Dzisiaj zapowiedzi i nowości, bo na facebooku codziennie piszę o jakiejś książce teraz - co prawda krótko i bardzo powierzchownie, ale zawsze. ;)


1. Zacznijmy od komiksów i książek z obrazkami dla dzieci.

"Myszart" jest od tygodnia już dostępny. :) Opowieść o muzycznie utalentowanej myszy:





Zarówno "Myszart", jak i drugi tom "Wujka Sknerusa" to oferta Egmontu. (Wujek będzie do kupienia pojutrze.)


Obrazkowa opowieść o roślinach to z kolei oferta "Dwóch Sióstr".





2. Książki dla dzieci i młodzieży z innej, niż bardzo obrazkowa, beczki.

Po kolei:
Nowy Widmark (nie trzeba go przedstawiać), to pierwszy tom zupełnie nowej serii dla dzieci.

Wydawca opisuje tak:
Który dorosły nie chciałby znowu być dzieckiem, bez obowiązków i zobowiązań? A które dziecko nie chciałoby być starsze, aby robić wszystkie te zakazane rzeczy, które mogą robić dorośli? A jak by to było, gdyby te marzenia się spełniły? Cóż, rodzina Janssonów znajdzie na to odpowiedź, kiedy przez tydzień „będą żyć jak w bajce” – a może jednak jak w koszmarze?
Ich dni są wypełnione upartymi dorosłymi, którzy nie chcą iść do pracy lub do dentysty, nieodpowiednio zachowują się w autobusie czy na ważnych spotkaniach w pracy. Dzieci mają trudne zdanie, pilnując swoich rodziców, ale na szczęście ich nowi sąsiedzi znajdują się w tej samej sytuacji. Podczas gdy rodzice są skłonni do psot, dzieci korzystają z okazji, aby prowadzić dorosłe rozmowy przy grillu.

Ten pokręcony i pełen humoru portret rodzinny ukazuje zabawne podejście do ról i oczekiwań, dzięki czemu jest śmiesznie niezależnie od wieku. To ciepła opowieść z szalonymi i drastycznymi elementami, z którymi cała rodzina będzie mogła się zidentyfikować i wspólnie zaśmiewać się do rozpuku.



Widmarka wyda nam Mamania czwartego kwietnia.

Kolejne propozycje to są kolejne tomy znanych serii. Zarówno nowy "Domek na drzewie" jak i nowa "Strrraszna historia" ukażą się piętnastego kwietnia.



A tutaj mam nowość, najwyraźniej mariaż serii o kocich wojownikach (seria jest powszechnie uwielbiana i mój syn przez jakiś czas też ją kochał) i zupełnie nowej powieści o czarodziejach. Autorką jest ta pani, która napisała "Jak wytresować smoka". To się powinno udać, ale przekonamy się o tym piętnastego kwietnia (dzięki wydawnictwu Znak).


A z poważnej strony - kolejna część z serii "Wojny dorosłych". Jest dostępna od połowy lutego. Tym razem o obozie koncentracyjnym dla dzieci. Trudne, ważne, jak zawsze z tej serii. Wydawnictwo Literatura robi tu kawał dobrej roboty.


I na koniec w tej kategorii powieść dla starszej młodzieży i dorosłych. Posłużę się opisem wydawcy (Zysk):

Rok 1558. Dwanaścioro dzieci o talentach niewiarygodnych jak na ich wiek zostaje wygnanych przez królową do miasta Rotherweird. Niektórzy uważają je za wyjątkowe, inni za pomiot szatana. Jednak wszyscy zgodnie uznają, że trzeba je traktować z respektem i… obawą.
Czterysta pięćdziesiąt lat później miasto nadal żyje odizolowane od reszty Anglii. I wciąż rządzone historycznym prawem. Niezależne, ale zobowiązane do przestrzegania jednego dziwnego warunku: absolutnie nikomu nie wolno badać miasta i jego przeszłości.
I wtedy do miasta przybywa dwóch ciekawskich gości z zewnątrz: Jonah Oblong, nauczyciel w miejscowej szkole oraz złowrogi miliarder sir Veronal Slickstone, który planuje odnowić zrujnowany miejski pałac. Chociaż kierowani całkowicie różnymi motywami, Slickstone i Oblong starają się połączyć przeszłość z teraźniejszością, aż w końcu zaczynają wyścig z czasem – oraz ze sobą nawzajem. Konsekwencje będą śmiertelne i zapowiadają apokalipsę…

Do kupienia za tydzień.


3. Ostatnia kategoria na dzisiaj to książki dla zdecydowanie dorosłych.

Najpierw mamy tu opowieść o tym, jak ch****wo jest w naszym państwie pod rządami PiSu (a konkretnie o tym, jak zniszono polskie służby specjalne).
Książkę wyda Znak piętnastego kwietnia.


Kolejną pozycją jest nowość duetu Winnicka i Sturis, tym razem o nadużyciach w sierocińcach na Wyspie Jersey. Nie będzie to wesoła lektura. Premiera także 15. stycznia.


A na koniec nowiutka część uniwersum Sandmana. Sama radość i Lucyfer. Premiera pod koniec kwietnia. :)


Copyright © 2014 Na regale , Blogger