czwartek, 1 grudnia 2016

Nowa lista szkolnych lektur.

Żeby się nie denerwować, nie będę pisać o reformie edukacji jako całości, bo jak zaczynam o tym myśleć, to mnie boli głowa.
Nie będę też pisać o całej nowej podstawie programowej, bo wtedy mrowi mnie w kręgosłupie i zaczynam mieć tiki nerwowe, ale poznęcam się nad nową, prawilną listą lektur szkolnych, która - zwłaszcza w starszych klasach, cofa czas i zniechęca do czytania jak mało co.

Z nowej listy lektur wyłania się nie tylko martyrologiczny obraz Polski, ale przede wszystkim widzimy, że osoby, które układały tę listę, W ŻYCIU NIE WIDZIAŁY NA OCZY WSPÓŁCZESNYCH DZIECI Z PODSTAWÓWKI.
Nie znają ich możliwości poznawczych, umiejętności, języka i - przede wszystkim - upodobań. Bo - wierzcie lub nie - czytanie powinno być przyjemnością, jeśli chcemy dzieci nauczyć, że książki są fajne.
Nie musimy o tym przekonywać dzieci z zadbanych domów, w których się czyta dzieciom od urodzenia, ale cała reszta - śmiem twierdzić, że jednak większość - musi się tego nauczyć w szkole. Z nowym programem i tymi koszmarnymi lekturami, nie osiągniemy niczego dobrego.

No to do rzeczy.

KLASA IV

Na liście obowiązkowej poza hymnem, wierszami i legendami mamy:

Jan Brzechwa, Akademia pana Kleksa
Janusz Christa, Kajko i Kokosz. Szkoła latania (komiks)
René Goscinny, Jean-Jacques Sempé, Mikołajek (wybór opowiadań)
Adam Mickiewicz, Powrót taty, Pani Twardowska, Pan Tadeusz (opisy)
Joanna Olech, Dynastia Miziołków

Najnowsza na tej liście jest "Dynastia Miziołków", poza tym pochwalić należy obecność komiksu ("Kajko i Kokosz" jest ok, ale śmiem twierdzić, że dużo lepszy byłby któryś z komiksów Samojlika lub np. "Łauma" - można by wtedy połączyć to z nauką polskich legend). "Mikołajek" jest ze "starej" listy i cieszę się, że został. 
Zamiast "Akademii pana Kleksa" lepszy byłby pierwszy tom "Harrego Pottera" (przynajmniej bardziej współczesne i język bardziej strawny), ale nie jest to najgorszy z możliwych wyborów, za to Mickiewicz dla czwartoklasisty to sen wariata.

Fragmenty "Pana Tadeusza"? Czwartoklasiści mają problem ze zrozumieniem tekstu naszego hymnu, a co dopiero przyniesie katowanie ich świerzopem i dzięcieliną? Miłość do trzynastozgłoskowca? To są dzieci, które czytają "Zwiadowców" i "Magiczne drzewo" - sądzicie, że docenią kunszt wieszcza? Do tego trzeba dorosnąć, siłą się zachwytu nie wywoła. 

"Powrót taty"? Serio? 

„Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razem
Za miasto, pod słup, na wzgórek;
Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,
Pobożnie zmówcie paciórek.

Tato nie wraca: ranki i wieczory
We łzach go czekam i trwodze;
Rozlały rzeki, pełne zwierza bory,
I pełno zbójców na drodze”.
Jezu. Nie wiem, czy wiecie, ale u nas w domu ten poemat funkcjonuje jako dowcip. Fragmenty cytujemy czasami w sytuacjach zdecydowanie nietragicznych. Może jesteśmy dewiantami.

A tu "Powrót taty" wg. Bartka Podlewskiego:


Na liście lektur uzupełniających nie ma NIC współczesnego. Najmłodsza z zalecanych książek jest z lat 60. XX wieku. Najwyraźniej musimy się zatrzymać na lekturach, które pamięta ze szkoły sam nadprezes. Szkoda, bo tyle mamy fantastycznej współczesnej literatury.

Adam Bahdaj, Kapelusz za 100 tysięcy
Frances Hodgson Burnett, Tajemniczy ogród lub inna powieść
Janusz Korczak, Król Maciuś Pierwszy
Maria Kownacka, Zofia Malicka, Dzieci z Leszczynowej Górki
Selma Lagerlöf, Cudowna podróż
Sat-Okh, Biały mustang

Czwarta klasa jednak nie jest taka najgorsza, dalej zaczyna się prawdziwa jazda.

KLASA V

Znowu mamy listę pozbawioną literatury współczesnej. Poza wybranymi mitami greckimi i poezją, mamy w większości same koszmarki i ZNOWU "Pana Tadeusza". 

Clive Staples Lewis, Opowieści z Narni. Lew, czarownica i stara szafa
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz (zwyczaje i obyczaje)
Ferenc Molnar, Chłopcy z Placu Broni
Bolesław Prus, Katarynka
Juliusz Słowacki, W pamiętniku Zofii Bobrówny
Seweryna Szmaglewska, Czarne Stopy
Biblia, powstanie świata i człowieka oraz wybrane przypowieści ewangeliczne

Obecnie "Opowieści z Narnii" są w klasie czwartej. Zostały przeniesione do piątej, co dużej różnicy nie robi, no i jest to jedyna strawna pozycja w klasie piątej. 
Są za to książki pełne stereotypów na temat tego, co chłopięce i co dziewczęce, bo były pisane tak dawno temu, że nikomu nie przychodziło wtedy do głowy, że może być inaczej. I na takiej literaturze będą znowu chowane kolejne pokolenia. 

Nie skomentuję nawet koszmarnych "Chłopców z Placu Broni", a "Katarynka" nie wnosi absolutnie niczego, poza znużeniem literaturą polską. Słowacki, matko kochana. To nie czas na Słowackiego. Zwłaszcza na te straszliwe nudy. 
Gwiazdy błękitne, kwiateczki czerwone
Będą ci całe poemata składać.
Jabym to samo powiedział, co one,
Bo ja się od nich nauczyłem gadać;
Bo tam, gdzie Ikwy srebrne fale płyną,
Byłem ja niegdyś, jak Zośka, dzieciną.
"Czarne stopy" to książka nudna, słaba i nieaktualna. Jeśli miała na liście być literatura przygodowa, to można było wybrać spośród setek innych, współczesnych pozycji, zamiast katować dzieci tym koszmarkiem. Na dodatek to kolejna pozycja z tej listy, w której przygody przeżywają WYŁĄCZNIE chłopcy. Dziewczynki występują w tych książkach jako biedne sierotki słuchające muzyki, albo adresatki poematów. Jestem na to wściekła, jak na mało co.

Co do "Biblii" jako tekstu kultury - jasne, trzeba go poznać, ale cóż - oby nauczyciele zachowali przy tym neutralność światopoglądową. W obecnych czasach jest to obawa dość uzasadniona. 

Na liście lektur nadobowiązkowych (i dopiero tutaj) pojawia się coś współczesnego, ale znowu, bez szaleństw, bo z Maleszki w piątej klasie dzieciaki już raczej wyrastają, "Alicja" jest specyficzna i ciężka, chociaż przynajmniej literacko się broni, Tomek też da się przeżyć (przynajmniej bywa zabawny), za to cała reszta - ludzie kochani...
Pieprzony "Janko Muzykant", "Sposób na Alcybiadesa" - znowu przygody chłopców w latach 60.? Prezesie, cholera, świat poszedł do przodu od tamtej pory:

Lewis Carroll, Alicja w Krainie Czarów
Andrzej Maleszka, Magiczne drzewo
Karol May, Winnetou
Małgorzata Musierowicz, wybrana powieść
Edmund Niziurski, Sposób na Alcybiadesa
Bolesław Prus, Kamizelka
Henryk Sienkiewicz, Janko Muzykant
Mark Twain, Przygody Tomka Sawyera

Znowu nic sensownego, poza ultrapoprawną, pobożną Musierowicz (jednak lepsza Musierowicz, niż rasistowski, pełen stereotypów, pełen niemal wyłącznie męskich bohaterów "Winnetou").

KLASA VI

Ooo, tu dopiero się dzieje. Widzimy zupełnie oderwanych od rzeczywistości twórców podstawy programowej. Poza wierszami mamy np. bajki Krasickiego, które są na poziomie dzieci znacznie, znaaacznie młodszych i - WOW - jedyną, całkiem fajną współczesną książkę - "Felix, Net i Nika", która jednakowoż jest pozycją dla góra dziesięciolatków!!!  Serio. Ktoś tam nawet nie przeczytał tych książek:

Antoni Czechow, Kameleon, Śmierć urzędnika
Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz Gang Niewidzialnych Ludzi
Ignacy Krasicki, wybrane bajki
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz (polowanie oraz koncert Wojskiego)
John Ronald Reuel Tolkien, Hobbit, czyli tam i z powrotem
Henryk Sienkiewicz, W pustyni i w puszczy

Obok bajeczek dla maluchów mamy - NIESPODZIANKA - znowu "Pana Tadeusza" i całą plejadę literatury zdecydowanie niewspółczesnej. Widzimy znowu nieznośnego Sienkiewicza, Czechow to lektura na jeden kęs, więc nie będę się czepiać, Hobbit - jako popkulturowo znany - może faktycznie być w sam raz.

Lektura uzupełniająca nie przynosi wielkiej ulgi (pomijam cały czas milczeniem fakt, że sama obecność jakiejkolwiek listy w dziale "lektury uzupełniające", odbiera nauczycielom swobodę, jaką mieli do niedawna w doborze dodatkowych lektur).

Na plus obecność współczesnej książki przygodowej (Kozioł), ale przyznaję, że pierwszy raz o niej słyszę, nigdy jej nie miałam w rękach, więc nie wiem, co sobą reprezentuje. Druga współczesna pozycja, książka Katarzyny Zychli, to koszmarek. Zadałam sobie trud, żeby ją przejrzeć. Wydawnictwo Credo wydaje pozycje w rodzaju chrześcijańskich przypowiastek w stylu Paulo Coelho. Literacko to się nie broni, można było wybrać coś znacznie lepszego.

Dumas i Montgomery czytają się lekko, a z Lemem należy się zapoznać, jasne, ale znowu - za mało książek pokazujących, że istnieje na świecie świat inny, niż świat męskich przygód i grzecznych pensjonarek.

Aleksander Dumas, Trzej muszkieterowie
Joseph Rudyard Kipling, Księga dżungli
Marcin Kozioł, Skrzynia Władcy Piorunów
Stanisław Lem, Cyberiada (fragmenty)
Kornel Makuszyński – wybrana powieść
Lucy Maud Montgomery, Ania z Zielonego Wzgórza
Alfred Szklarski, wybrana powieść
Katarzyna Zychla, Dziewczynka tańcząca z wiatrem

KLASA VII

Nie zdziwi Was, że znowu mamy "Pana Tadeusza", prawda?

Charles Dickens, Opowieść wigilijna
Aleksander Fredro, Zemsta
Jan Kochanowski, wybór fraszek, pieśni i trenów, w tym tren I, V, VII, VIII
Ignacy Krasicki, Żona modna
Adam Mickiewicz, Reduta Ordona, Śmierć Pułkownika, Świtezianka, II część Dziadów, Pan
Tadeusz (historia Polski)
Henryk Sienkiewicz, Quo vadis, Latarnik
Stefan Żeromski, Siłaczka

ANI JEDNEJ KSIĄŻKI WSPÓŁCZESNEJ W KLASIE SIÓDMEJ. ANI JEDNEJ!!!

To na pewno rozbudzi w młodzieży miłość do literatury. 

O ile "Opowieść wigilijna" to ważny tekst kultury, a "Zemsta" jest wystarczająco lekka, żeby przy jej pomocy zapoznać dzieciaki z gatunkiem dramatu, to mamy znowu koszmarną ilość Mickiewicza (po co aż tyle? nie mówię, że w siódmej klasie nie przyszedł czas na wieszcza, ale - co cholery - ileż można?).

"Żona modna" to pozycja chybiona na wielu poziomach. Paskudna, przestarzała, niepotrzebna. Kolejny rok z rzędu dzieci katują KOLEJNEGO Sienkiewicza
"Siłaczka" jest przynajmniej krótka... 

Lektury uzupełniające wyglądają minimalnie lepiej. Daleko im do ideału i współczesności, ale kilka z nich może faktycznie zainteresować wczesnonastoletnie dzieci. Nie wiem tylko, czy znajdzie się na nie czas, przy całym tym Mickiewiczu...

Proszę, jest np. Christie, co ma potencjał przynajmniej wciągnąć i zaciekawić, jest "Stowarzyszenie Umarłych Poetów", które można uzupełnić świetnym filmem w sam raz dla kontestującej młodzieży, ale - cóż - jest też kolejny Sienkiewicz (suprise, suprise...):

Agatha Christie, wybrana powieść kryminalna
Ernest Hemingway, Stary człowiek i morze
Helena Keller, Widzieć przez trzy dni
Nancy H. Kleinbaum, Stowarzyszenie Umarłych Poetów
Beata Obertyńska, Z domu niewoli (fragmenty)
Henryk Sienkiewicz, Krzyżacy
Melchior Wańkowicz, Ziele na kraterze (fragmenty)

Omówmy jednak kurioza. Słyszeliście o Helenie Keller? Ja też nie. Nie wiem, skąd to wzięli, ale założę się, że po prostu ktoś z "ekspertów" akurat czytał coś, co wyciągnął z zakurzonej piwnicy i był głęboko wzruszony, więc wrzucił na listę. Poczytałam o autorce, ale Google nie pokazuje mi jej książki NIGDZIE. Nikt o niej nie słyszał, nie ma żadnej recenzji, streszczenia, egzemplarza w księgarni. Nic. Po biografii autorki sądzę, że będzie to pokrzepiająca opowiastka o przezwyciężaniu ograniczeń (była głuchoniema). Nie do dostania nigdzie, więc pewnie nikt jej nie przeczyta i tak.

Obertyńska to pamiętnik tułaczki po sowieckich łagrach, a Wańkowicz - cóż - to Wańkowicz. Kolejna powieść-pamiętnik, tym razem z lat 50. Oh, joy...

KLASA VIII

ZNOWU PAN TADEUSZ!!!!

Aleksander Kamiński, Kamienie na szaniec
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz
Juliusz Słowacki, Balladyna
Antoine de Saint-Exupery, Mały Książę
Stefan Żeromski, Syzyfowe prace

Nic współczesnego, co Was pewnie nie dziwi. 
Mamy tu obrzydliwe "Kamienie na szaniec" (hej, wojenka, dzielni chłopcy, znowu, znowu, znowu); jest też "Mały książę", który jest książką dla młodszych dzieci, wbrew temu, co chcą myśleć niektórzy dorośli, ale poza tym, że jest pretensjonalny, to przynajmniej nieszkodliwy.

Gorzej, że znowu Żeromski i znowu nic, co się czyta z przyjemnością. Nic, co ma dziewczęcych bohaterów (no, w "Balladynie" przynajmniej są i pojawiają się trupy, zawsze to jakaś rozrywka).

W lekturach uzupełniających pojawiają się "Igrzyska śmierci" (osobiście nie lubię, ale młodzież uwielbia, więc tutaj wielki plus), ale poza tym - czy ktoś nie mógłby pójść do ministerstwa i im powiedzieć, że upadli na głowę?

Bogdan Bartnikowski, Dzieciństwo w pasiakach
Miron Białoszewski, Pamiętnik z powstania warszawskiego (fragmenty)
Suzanne Collins, Igrzyska śmierci
Arkady Fiedler, Dywizjon 303
Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość (fragmenty)
Karolina Lanckorońska, Wspomnienia wojenne 22 IX 1939 – 5 IV 1945 (fragmenty)
Nela Mała Reporterka, Nela na kole podbiegunowym
E.-E. Schmitt, Oskar i pani Róża

Dzieciństwo w pasiakach, Pamiętnik z powstania, Dywizjon, Wspomnienia wojenne??? Hej, nie za radośnie? Wisienką na torcie jest jednak "Nela na kole podbiegunowym" obok całej tej martyrologii. Oto książka dla ośmiolatków obok literatury wojennej. Ja pierdolę. Wybaczcie język, ale JA PIERDOLĘ.

--- --- --- 

Słuchajcie, czas na tajne komplety.
Czas na rozmowy z nauczycielami, żeby się dowiedzieć, jak zamierzają realizować ten szalony program. Czas na rozmowy z naszymi dziećmi na temat tego, co się będzie działo w szkołach. A może nawet czas na wyprowadzkę z tego szalonego kraju...

niedziela, 27 listopada 2016

Chłopiec zwany Gwiazdką

Książka Matta Haiga została już okrzyknięta nowym świątecznym klasykiem. Tłumaczona na wiele języków, wychwalana pod niebiosa w recenzjach, na dodatek ślicznie wydana (co mówię z pewnym bólem, bo została wydana przez Zysk, które to wydawnictwo kojarzy mi się ostatnio wyłącznie źle, zwłaszcza od niedawnej niewybaczalnej afery londyńskiej), nie mogła umknąć mojej uwadze.

Jako ktoś, kto kocha przygotowania do świąt bardziej od samych świąt (och, jak dobrze jest ignorować paskudną pogodę, kiedy człowiek skupia się na obwieszeniu domu lampkami i odpalaniu cynamonowych świeczek), usiadłam do czytania z wysokimi oczekiwaniami.


Pierwszy szok przeżyłam na samym początku (uwaga, będą lekkie spoilery - nie dam rady inaczej, chociaż postaram się nie zdradzać żadnych plot twistów) - ach, to nie jest książka dla wrażliwych maluchów. Jedenastoletni Mikołaj, który jest głównym bohaterem, nie ma łatwego życia, a autor nie bawi się w subtelności. Matka dzieciaka zginęła, kiedy zapędził ją do studni niedźwiedź, ojciec ledwo wiąże koniec z końcem, a młody ma do zabawy jedynie cuchnącą lalkę wystruganą z rzepy. Kiedy - w pogoni za zarobkiem - tata wyjeżdża i zostawia syna pod opieką swojej siostry, ta okazuje się okrutnicą i wariatką.

Któregoś dnia Mikołaj, tęskniąc za ojcem i mając dosyć swojego żałosnego życia z okropną ciotką, ucieka i wyrusza śladem ojca, który - w służbie królowi - udał się na daleką północ odnaleźć krainę elfów. Po drodze jedenastolatek zaprzyjaźnia się z reniferem, a elfy stają przyczynkiem do opowieści nie tylko o tym co dobre, a co złe, ale też o tym, co się dzieje ze społeczeństwem, które kieruje się strachem przed obcymi i o pułapkach odpowiedzialności zbiorowej. Bardzo to ważna lekcja, sądzę że nieprzypadkowa w dzisiejszych czasach i wpisująca się cudownie w świąteczną atmosferę, z założenia pełną miłości i miłosierdzia.


Po przeczytaniu nie miałam wrażenia, że to arcydzieło, które przebije Dickensa, ale nadzwyczajnie doceniam tę książkę. Jest okrutna i zabawna jednocześnie, jak najlepsze baśnie. Ilustracje Chrisa Moulda są śliczne i dowcipne, a sama opowieść o pochodzeniu Mikołaja - świątecznego darczyńcy, jest zwyczajnie świeża i ciekawa.


Muszę jednak uprzedzić, że absolutnie nie jest to książka dla przedszkolaków (chyba że są gotowi na obcowanie np. z wróżką, którą bawi wysadzanie w powietrze ludzkich głów), ani dla ludzi przywiązanych do religijnych wyjaśnień oraz biskupiego rodowodu Mikołaja.

Podsumowując - bardzo solidna pozycja, idealna na Mikołajki. Humor w sam raz dla dziesięciolatków, niektóre treści w sam raz dla naszego rządu (ale i tak nie zrozumieją, bo dziesięciolatki kumają więcej). Ja się dobrze bawiłam przy czytaniu, mój syn też. A książka poleży trochę na widoku, stanowiąc świąteczną dekorację. :)


czwartek, 17 listopada 2016

Kościsko i Umarły las

Dwie cudowne pozycje, bardzo różne, chociaż łączy je jedno - są polskich, niezwykle utalentowanych autorów.

Przyznam, że kocham "Łaumę" i na nowy komiks Karola Kalinowskiego czekałam bardzo niecierpliwie. Nie zawiodłam się (ale i zawodu się nie spodziewałam). Mam niewyraźne uczucie, że powoli wyrasta nam polski Neil Gaiman. To skojarzenie wiedzie prosto do "Amerykańskich bogów", bo zręczność, z jaką KaeRel operuje panteonem słowiańskich bóstw i potworów jest absolutnie porównywalna.



Oto mamy wioskę. Parę domów na krzyż, biblioteka, bar. I dwóch przybyszów. Ojciec i syn. Ojciec znajduje szybko pracę jako bibliotekarz, a syn kolegów i koleżanki. Brzmi banalnie, ale wiecie - musicie ich zobaczyć. Tych kolegów. I  tego szefa biblioteki w żelaznym (?) hełmie zakrywającym twarz. Wszystko toczy się powoli, choć ojciec okazuje się być bardzo chory, a wioska bardzo pokręcona. Pełna maskujących się przed normalnym światem zapomnianych bogów.



Jeśli dawno nie widzieliście południcy, to najwyższy czas kupić "Kościsko". I zobaczyć, co planuje dla wioski przebudzony po dziesięcioleciach Pan Leszy. I czy tata tego miłego chłopca z okładki wyzdrowieje. I dlaczego bibliotekarz nosi na głowie to, co nosi. Nie zdradzę Wam ani słowa, bo bym zepsuła zabawę, ale - hej - Panie Kalinowski - rysuj Pan więcej. :)

Z innej beczki jest duet dwóch panów - Tomasz Samojlik i Adam Wajrak pasują do siebie idealnie. Dwie świetne, wrażliwe na przyrodę osobowości, stworzyły komiks o sowach. Kto nie kocha sów, ten psychopata. Nie da się nie kochać sów. Jeśli nie kochacie sów, idźcie i zastanówcie się nad swoim życiem.



Nie jest tajemnicą, że szczególną miłością pan Samojlik darzy Puszczę Białowieską. I - jakby w odpowiedzi na koszmarne posunięcia bezmyślnego ministra Szyszko - mamy obrazkową instrukcję: oto dlaczego kornik w puszczy to nie koniec świata. Oto, dlaczego fragment pozornie umarłego lasu w wielkiej kniei jest potrzebny, żywy i ważny dla ekosystemu. I - najważniejsze - co tam robią sowy?



Jak zwykle w przyrodniczych komiksach pana Tomasza mamy mrożący krew w żyłach suspens i bohaterów, których nie powstydziłby się George Martin. Sowy z osobowościami, rechoczące korniki i uśmiechnięte pająki. Przede wszystkim jednak mamy solidny ładunek wiedzy i czułość. Tak, autentyczną czułość wobec puszczy i jej mieszkańców. Czułość, która mnie rozkłada na łopatki. Idę na barykady! W obronie Puszczy!


piątek, 28 października 2016

20. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, dzień drugi.

Dzisiaj był czas na wyprawę z dzieckiem. Syn miał swoją listę książek do kupienia (głównie kontynuacje lubianych serii), więc nie ma, że boli.

Piątek był zdecydowanie bardziej tłoczny, niż czwartek. Przyszliśmy o dziesiątej, ale już po godzinie zrobiło się dość gęsto. Jeszcze do zniesienia, ale już niewiele brakowało, żeby jednak zawrócić na pięcie. Weekend to będzie miazga. ;)

I teraz mała uwaga - ludzie, nie prowadzajcie grup młodzieży na targi. Serio. Połowa tam może i chodzi zainteresowana, ale druga połowa oblega schody i kafeterię, cierpiąc ze znużenia i czekają na koniec. Po schodach do bufetu nie da się chodzić, bo są oblegane przez kilkunastoletnie, zmęczone życiem ciała. Bierzcie tylko tych zainteresowanych, a reszta niech ma wolne od szkoły (żeby nie było, że idą tylko po to, by nie było lekcji) i tyle. Ułatwicie życie wielu ludziom.

Dzisiaj znowu odwiedziłam stoisko Media Rodzina (oni zawsze mają fajne stoisko), bo "Pax" i "Kamienne anioły". Dostałam dziś od nich do zakupów ładną broszurę z ilustracjami Wilkonia do "Pana Tadeusza" (całkiem śliczne) oraz świetną, materiałową torbę, a dziecko zmywalne tatuaże. ;)



Potem poszliśmy do Wilgi po "Spirit Animals", gdzie chaos i masakra, a do książki przypinki (dziecko zbiera intensywnie).

W Czarnym ładne zniżki i magnetyczne zakładki do każdej książki, a na komiksowym zakątku już dzisiaj tłok. Na stoisku z używkami można dostać darmowy komiks "Szóstka", a na stoisku z Marvelami do grubego komiksu dorzucają cienki. Ceny też są w porządku.

Było tam też małe komiksowe stoisko obok Kultury Gniewu. Nie zapamiętałam czyje. Mieli jakieś koszmarne zbiory komiksów z NIE Urbana, których własną piersią bardzo mocno bronił pan tam obsługujący, krzycząc do każdego dziecka, które podeszło, że to nie dla dzieci. Miał zasadniczo rację, ale sposób, w jaki to robił był dość nieprzyjemny. Na dodatek stojak miał ustawiony niziutko, na wysokości dzieciaków i niemal na przejściu obok Marvela - każdy dzieciak ładował się prosto na niego. ;)




Jak zwykle było przemiło u Krytyki Politycznej. Pocztówkę z rysunkiem Marty Frej przyczepiłam nad biurkiem w mojej bibliotece.

A potem już wymiękłam. Zrobiło się gęsto, więc czas było uciekać.

W tym roku zostawiliśmy na Targach ogromną kwotę. Popłynęliśmy totalnie. Umówiliśmy się, że to już na Mikołajki dla wszystkich. Do Gwiazdki nie kupujemy nic a nic.

No, może ze dwie świąteczne książki, które mają premierę w listopadzie...


czwartek, 27 października 2016

20. Międzynarodowe Targi Książki, dzień pierwszy.

Ach, cały rok czekam na te dni. :) Targi Książki to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że jesień nie jawi mi się aż tak pesymistycznie. Dzisiaj jest pierwszy dzień jubileuszowych, dwudziestych krakowskich targów książki. I to wyjątkowo udana edycja. :)

Przyjechałam dziś o dziesiątej, na samo otwarcie, bo wiem, że tak jest najluźniej. Mogłam spacerować bez problemu między stoiskami, napawać się atmosferą, bez duchoty i ścisku. Przy wejściu do wzięcia magazyn targowy z mapką, zakładki, próbki książek (fragmenty różnych powieści, jeśli ktoś lubi), takie tam.



Od razu poszłam do Media Rodzina, po polską wersję "Przeklętego dziecka" (w ramach dodatków są dedykowane papierowe torby, zakładki i baloniki). Potem do "Znaku" po listy Szymborskiej, nowe wydanie "Mistrza" i nowe "Magiczne drzewo" (choć dopiero jutro idę z dzieckiem - po jego zakupy :)).



Po drodze chwyciłam kilka katalogów, żeby przejrzeć spokojnie przed jutrzejszą wizytą i kupiłam synowi "Czasodziejów", bo trudno ich dostać, mają mało kanałów dystrybucji (gratis dorzucają całkiem zgrabny magnesik ;)).

W salonie komiksu dopiero się część stoisk budowała. Nerdy są zawsze w niedoczasie. ;) W malutkim zakątku Kultury Gniewu kupiłam "Kościsko" (cena niższa o 10 zł. od okładkowej), a w Egmoncie nowe "Moje Wypieki" (w Empiku widzę po 70 zł., ale na targach po 50 zł.). Mój mąż w Helionie kupił synowi literaturę fachową (miła obsługa, zorientowany sprzedawca i duże, dobrze wyposażone stoisko), a ja szybko pobiegłam do Agory po nowego Samojlika.




Wydawnictwa dziecięce odwiedzę dopiero jutro, ale już mogę Wam powiedzieć, że jest wspaniale.

Na wielki plus - ponieważ kawiarnia nie była jeszcze o tej porze zapchana, poszliśmy na drugie śniadanie odpocząć (książki swoje ważą). Byłam bardzo mile zaskoczona jakością jedzenia. Nie miałam miłych wspomnień ze starej hali, a potem zwyczajnie nie korzystałam z kantyny. Tym razem się udało tam zabłądzić i proszę, proszę - pyszne kanapki, niesamowicie smaczny sernik, śliczne dania sałatkowe, jogurty z owocami, kawa. Wszystko ładne, apetyczne i świeże. Ceny średnie, ale nie lotniskowe. Za dwie kanapki, sok i spory kawałek sernika zapłaciłam 25 złotych. Da się przeżyć i jest smacznie.

Nie mogę się doczekać jutra. :) Na dodatek zbliża się długi weekend - tyyyle czasu na czytanie...

piątek, 21 października 2016

Październikowy kącik zapowiedzi

Zapowiedzi dawno nie było, a Gwiazdka tuż tuż. ;)

1. Na początek - w związku z tym, że dziś w nocy polska premiera "Przeklętego dziecka" - nowości rodem z Hogwartu.
Malowanki od Otwartego ukażą się między 24. a 26. października.




A notatniki 24. października:



2. Skoro jesteśmy przy fantastyce - dwie nowości starych nazwisk. Nowa na polskim rynku Le Guin i nowiuśki Tolkien. Obie od wydawnictwa Prószyński, ukażą się 8. listopada.



3. W świecie komiksów i picture booków (wybaczcie anglicyzm, ale to po prostu dobre określenie ;)) mamy też kilka ciekawostek. Drugi tom "Tymka i Mistrza" od Kultury Gniewu w listopadzie (ale oni lubią się spóźniać z premierami...):


Cudeńko z kategorii - kupić, bo ładne. ;) Historia baletu "Jezioro łabędzie" w przepięknej formie.
Poniżej macie okładkę, ale pod TYM linkiem możecie zajrzeć do środka. W Polsce wyda to Mamania 21. listopada:


I jeszcze komiks "Przez las" - od paru dni jest już do kupienia (wydawnictwo Entliczek):




4. Książki kucharskie. Nowa od Elizy Mórawskiej (wyd. Zwierciadło, 16. listopada), skandynawska (Buchmann, 23. listopada) i nowojorska (Znak, 23. listopada).




5. Nowości dla dzieci. Nowe "Magiczne drzewo" na pewno wywoła zachwyt u wielu młodych czytelników (Znak, 7. listopada), Muchomor wyda też nowe "Bajki filozoficzne" (które uwielbia mój syn, więc zwracam na nie uwagę szczególnie) 1. listopada:



A poza tym ciekawa pozycja, na Wyspach uznana za nową klasykę świąteczną, która wzbudza powszechny zachwyt i znakomite recenzje.
Przyda się na czas przedświąteczny. Niestety nie znam dokładnej daty wydania. Wydawnictwo Zysk podaje, że zostanie wydane "jesienią". Miejmy nadzieję, że wkrótce.


6. Nowy Randall Munroe. Mam w oryginale i gorąco polecam. Od Czarnej Owcy 23. listopada:


7. Listy Szymborskiej i Filipowicza. Czekam na nie bardzo niecierpliwie. Już za dwa dni do kupienia - od Znaku, oczywiście.


8. Nowe tłumaczenie "Mistrza i Małgorzaty"! Od Znaku, jeszcze w tym miesiącu.


I tyle. Pożegnajcie się serdecznie z gotówką.


poniedziałek, 10 października 2016

Nadchodzą!

:)
Ja już zaczynam przygotowania.