Dom Tajemnic

Zwykle nie kupuję książek, które na okładce krzyczą to, co ta: "Książka reżysera Harrego Pottera!". Jestem wtedy podejrzliwa - pewnie wypociny same się nie obronią. Tym razem jednak się skusiłam (promocje czasami działają ;)). No i okładka taka ładna, a dziecko lubi książki przygodowe. Niech tam.


I teraz pierwsza uwaga - jeśli tłumaczysz książkę, która została napisana dla amerykańskich dzieciaków, zrób przypisy, choćby małe, daty nie są potrzebne. Nie każde dziecko w Polsce wie, kto to jest np. Hilary Clinton. Dorosłym tłumaczyć nie trzeba (mam nadzieję), ale - przypominam - to jest książka dla dzieci, które nie znają z telewizji nawet plamy na sukience Moniki Lewinsky.

Opowieść zaczyna się od tego, że rodzina z trójką dzieci kupuje sobie dom w San Francisco. Cały czas mowa jest o tym, że tata i mama mają problemy finansowe (bo tatuś-chirurg, został opętany na chwilę i wyrżnął pacjentowi jakieś grafitti na brzuchu), ale mimo tego udaje im się kupić okazyjnie wiktoriański pałac, w pełni wyposażony (wypasiony sprzęt AGD, antyki, zabytki, pełna biblioteka) z widokiem na Golden Gate. :] Agentka nieruchomości tłumaczy, że to dlatego, że właściciel chciał zrobić coś dobrego dla ludzi w potrzebie. Ta, jasne. I nikogo nie niepokoi, że dom stoi na urwisku.
Pierwszy właściciel, pan Kristoff, chciał mieć pewność, że dom przetrwa kolejne wielkie trzęsienie ziemi. Podwiesił więc pod fundamentami puste beczki. Jeśli nastąpi ogromny wstrząs, dom spadnie z urwiska wprost do oceanu i odpłynie.
Wiem, to książka dla dzieci, ale...
Od zawsze mieszkał w San Francisco i przyzwyczaił się do widoku mostu, ale z tej perspektywy, z tak bliska jego łososiowy kolor wydał mu się wręcz nienaturalny.
Jaki jest NATURALNY kolor dla mostu? Skoro dziecięcy bohater już musi coś sobie myśleć, patrząc przez okno, niech myśli o Żółwiach Ninja. Będzie to miało więcej sensu.

Szczęśliwie nie ma jednak tych niezręczności zbyt wiele, a książka szybko się rozkręca i jest klasycznie przygodowa (a piękna posiadłość zostaje przykładnie zrujnowana już na samym początku). Rodzina się wprowadza, demoniczna wiedźma z sąsiedztwa wpada na chatę, porywa rodziców, robi totalny bałagan i przenosi dom do prehistorycznej dżungli (tak na początek). Dalej jest już tylko gorzej, a dzieci muszą odnaleźć rodziców, nie dając się po drodze pożreć mięsożernym ważkom, wilkom, wojownikom na koniach, piratom i tak dalej.


Akcja toczy się wartko (brak dłużyzn i obszernych opisów, więc młodsze dzieci nie będą się rozpraszać), dzieje się dużo, trójka dzieciaków musi stawiać opór przedziwnym bestiom i - jak to w przykładnych książkach dla dzieci bywa - gładko wychodzi z każdej opresji bez szwanku. Bywa bardzo emocjonująco (nie dla strachliwych dzieciaków), ale mniej tam humoru, niż w, na przykład, "Magicznym drzewie", a bohaterowie są - jak dla mnie - także mniej wyraziści i mniej "do kochania", niż, dajmy na to, Kuki i Blubek.

Dorosłego ta pozycja raczej na pewno niczym nie zaskoczy, ale dla dzieciaków, które lubią książki przygodowe i fantastyczne, powinna być całkiem satysfakcjonująca.

Autor chwali się, że jest to pierwsza część całej serii (ostatni rozdział jest zresztą niewielkim wstępem do kolejnego tomu), co jest niemalże oczywiste, bo to taka choroba ostatnich lat. Żaden autor nie umie już napisać pojedynczej książki. Musi od razu wysmażyć co najmniej trzy tomy, żeby się ten interes w ogóle opłacał. No ale dla wielu ludzi może to być dobra wiadomość, więc niech będzie, że to zaleta. ;)

Podsumowując - nie jest to arcydzieło, ale zdecydowanie może wciągnąć dzieci, które są złaknione przygód. Trudno mi określić przedział wiekowy, dla jakiego przeznaczona jest ta książka (rating wydawnictwa, w miarę sensowny, to 8-12 lat). Bohaterowie dziecięcy "Domu" mają od kilku (przedszkolak) do kilkunastu lat (myślę, że najstarsze z dzieci ma najwyżej 12 lat).

Jeśli znacie "Tunele", to ta pozycja jest znacznie, znacznie łatwiejsza w odbiorze ("Tunele" są raczej dla nastolatków), a dzieci, które dają radę ogarnąć poziom skomplikowania "Magicznego drzewa", powinny też spokojnie ogarnąć "Dom Tajemnic" (także wydany zresztą przez Znak).
Sądzę, że rozgarnięty, dobrze czytający i mało strachliwy siedmiolatek już da radę przeczytać tę książkę z radością i wypiekami na twarzy. Dwunastolatek nadal się będzie przy czytaniu cieszył. Piętnastolatek zapewne będzie już na nią za stary.

Moje dziecko bardzo się zapaliło do tej książki, ale dopiero niedawno zaczęło ją czytać, więc jeszcze nie wiem, czy nie rzuci w kąt w połowie. ;) Zobaczymy.
Teraz idę czytać książki, które kupiłam całej rodzinie pod choinkę...

4 komentarze:

  1. A porównując do Baśnioboru, jak wypada poziom straszności? pokusisz się o ocenę?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko że w Domu Tajemnic jakoś szybciej wszyscy wychodzą z opresji i akcja chyba bardziej wartka (ale Baśniobór dość dawno czytałam, więc mogę już wszystkiego nie pamiętać).

      Usuń

Copyright © 2014 Na regale , Blogger