Chłopak w sukience

Chłopak w sukience

Miałam chwilę zawahania - czy pisać o kolejnej książce Walliamsa? Przecież pisałam już o Babci rabuś i o Panu Smrodku. Ileż można ciągle o książkach tego samego autora? Tylko że i tym razem trudno mi się powstrzymać, bo to kolejna zabawna, mądra, nieco obrazoburcza i niepoprawna, ale doskonała książka dla dzieci. Na dodatek poruszająca struny, które u mnie poruszyć bardzo łatwo.


Dennis mieszka z tatą i starszym bratem na zwyczajnym osiedlu. Wszystko wokół niego jest zwyczajne i nudne. Mama odeszła (i tu ukłon w stronę autora - mało kto ma odwagę pisać o tzw. niepełnych rodzinach, a takie przecież też istnieją), tata nie ma czasu chodzić na mecze, w których grywa jego syn (a gra dobrze i bardzo to lubi), a na dodatek Dennis jest INNY. Nie robi nic złego, po prostu bardzo interesuje go moda i lubi oglądać magazyny ze zdjęciami sukienek. 

Pewnego dnia najpiękniejsza dziewczyna w całej szkole, Lisa, zaprasza Dennisa do domu. Lisa też uwielbia modę i sama projektuje i szyje sobie stroje. Kiedy Dennis ją odwiedza, może oglądać Vogue'i do woli (w domu tata tego nie akceptuje). Ba! Może nawet przymierzyć sukienki i świetnie się przy tym bawi. 
Jest drobny i chudy, więc kiedy się umaluje i założy perukę, wygląda jak dziewczyna. Lubi to. Ma prawo lubić chodzenie w sukienkach tak samo, jak dziewczynki. To w końcu tylko ubranie i nikomu nie robi krzywdy to, że je zakłada.


Pewnego dnia wpada na pomysł, że przebierze się za dziewczynę i pójdzie z Lisą do szkoły, udając jej koleżankę - francuską uczennicę z wymiany zagranicznej. Nie będzie musiał się odzywać i wszystkich nabierze. Wygłup się udaje do momentu, w którym z głowy zsuwają mu się sztuczne włosy. Wtedy wszystko wychodzi na jaw i chłopiec zostaje wyrzucony ze szkoły.



W tym momencie wszystko się rozsypuje; z powodu takiej trywialnej bzdury, jaką jest ubranie, cały świat chłopca rozpada się na kawałki. 

Potem następuje szereg wydarzeń chwytających za serce - koledzy z drużyny potrafią się odnaleźć, tata Dennisa też zaczyna traktować syna po ludzku i świat wraca na swoje miejsce (nie będę opisywać szczegółów, żeby nie psuć zabawy, ale kilka scen wyciska łzy). 

A teraz spróbujcie to sobie przenieść na polski grunt. Widzicie tę scenę? Widzicie, jak prasa huczy o strasznym dżenderze? A może lżej - pomyślcie, że nauczyciel daje tę książkę do przeczytania dzieciom jako lekturę (wiem, fantazjuję ponad miarę). Widzicie, jak część rodziców przychodzi oburzona? Nie dość, że rozbita rodzina, to jeszcze TO. 


Już jakiś czas temu zorientowałam się, że nie dam rady wywalczyć, żeby inni rodzice uczyli swoje dzieci (i synów i córki, bo dziewczynki czasem bywają gorsze, niż chłopcy w tym temacie), że róż to tylko kolor, że zabawki nie mają płci i że każdy może robić to, co lubi, jeśli nie krzywdzi to innych. W szkołach nie ma rozwiązań systemowych, kar za wyśmiewanie, regularnych spotkań antydyskryminacyjnych, jak to ma miejsce w niektórych krajach, a nauczyciele chyba boją się konfrontacji z rodzicami (a niektórzy rodzice nie lubią, kiedy im się mówi, jak mają wychowywać swoje dzieci). 


"Chłopak w sukience" to piękna książka o świecie, w którym można zwalczyć uprzedzenia. W którym istnieją różne rodziny, różne kultury i różne upodobania. I tak długo, jak one nie próbują się wzajemnie zmieniać i nikomu nie przynoszą krzywdy, mogą razem pokojowo istnieć. Darvesh, kolega Dennisa, może chodzić w zabawnej, hinduskiej czapeczce, Dennis może zostać projektantem sukienek tak samo, jak Lisa, albo sławnym piłkarzem - jeśli tylko zechce; bo kiedy ostatecznie wszyscy przekonali się, że niezależnie od stroju, człowiek pod materiałem jest dokładnie ten sam, świat się dostosował. 

Pokażcie tę książkę dzieciom. Niech wiedzą, że nie wszyscy muszą być tacy sami i to jest w porządku. 
Kącik z cytatem. Światowy Dzień Książki.

Kącik z cytatem. Światowy Dzień Książki.

Dzisiaj łączę dwa tematy - moje postanowienie, że przez jakiś czas kącik z cytatem będzie poświęcony Terry'emu Pratchettowi i fakt, iż dzisiaj mamy Światowy Dzień Książki. :)

Księgi magiczne mają coś w rodzaju własnego życia. Niektóre nawet zbyt wiele; na przykład pierwsze wydanie "Necrotelicomniconu" trzeba trzymać między żelaznymi płytami, "Prawdziwa Sztuka Lewitacyi" spędziła ostatnie sto pięćdziesiąt lat między krokwiami dachu, a "Compendyum Magji Seksu Ge Fordge'a" tkwi w kadzi z lodem, w osobnym pomieszczeniu, surowa reguła zaś stwierdza, że dzieło to mogą czytać jedynie magowie po osiemdziesiątce, w miarę możliwości martwi.
"Czarodzicielstwo"

Ktoś, kto całe życie spędził pod gołym niebem, umie do­cenić so­lidną, grubą księgę. Jeśli człowiek os­trożnie wy­rywa kar­tki, ta­ka księga wys­tar­czy na cały rok roz­pa­lania og­nisk. Nieraz garść wilgotnych gałązek i sucha książka mogą oca­lić życie. A kiedy ma się ochotę za­palić i nie można zna­leźć faj­ki, książka jest niezastąpiona. 
"Blask fantastyczny"


W większości starych bibliotek książki są przymocowane na łańcuchach do półek, żeby uchronić je przed zniszczeniem przez ludzi. W Bibliotece Niewidocznego Uniwersytetu, naturalnie, chodziło o coś odwrotnego.
"Czarodzicielstwo"

I tak o.
Życzę Wam wielu wspaniałych książek w tym roku. I czasu na ich czytanie.



Książki do działań kreatywnych. Część trzecia.

Książki do działań kreatywnych. Część trzecia.

Na koniec (powiedzmy, bo możliwe, że ciąg dalszy kiedyś nastąpi) ćwiczeniówki. Pierwsze dwie dla młodszych dzieci, czterolatków, pięciolatków, maksymalnie sześciolatków, a trzecia dla dzieciaków wczesnoszkolnych. 




"Labirynty nie z tej ziemi" i "Łamigłówki nie z tej ziemi" wyróżniają się przede wszystkim graficznie. Nie sztuka bowiem narysować labirynt, ale zrobić go tak pięknie, jak Thomas Flintham, to już jest coś. 



"Labirynty" i "Łamigłówki" nie są bardzo trudne. Wymagają sprawnego trzymania kredki, ale nic poza tym. U nas leżą jeszcze, bo dziecko nie chciało wyrzucić ("Labirynty", bo "Łamigłówki" już poszły na makulaturę), ale dawno już syn (drugoklasista) z nich wyrósł. Nadal jednak polecam. Bardzo fajne, ładnie narysowane książeczki.

 Ostatnia (póki co) w kreatywnym cyklu książeczka, to typowa ćwiczeniówka. Taki miszmasz ze wszystkim. Jej zaletą jest jednak to, że jest bardzo zróżnicowana. Są w niej zagadki logiczne, krzyżówki, zadania bardzo różnorodne i - co nie bez znaczenia - jest tego wszystkiego dużo. Leży u nas w domu już od roku, a dziecko do niej sobie od czasu do czasu zagląda.
Na okładce jest napisane, że to książeczka dla dzieci między ósmym a dziesiątym rokiem życia. Granica ta jest bardzo umowna i zależy od umiejętności konkretnego dziecka. Na pewno jednak dla dzieci nie czytających sprawnie się nie nadaje, więc tego należałoby się trzymać przy zakupie. :)




Na koniec przypominam, że blog ma stronę na FB i G+, gdzie można znaleźć też sporo treści okołoksiążkowych, które wrzucam z innych źródeł, cudzych blogów, stron poświęconych kulturze i tym podobnych. Zapraszam serdecznie (linków szukać po prawej). :)
Kwietniowy kącik zapowiedzi.

Kwietniowy kącik zapowiedzi.

Kącik pojawia się ostatnio rzadziej, bo czasu mam ostatnio zdecydowanie mniej, więc mniej pilnie śledzę wydawnicze zapowiedzi. Niemniej wpadło mi w oko kilka planowanych pozycji, które mogą być interesujące.

Na początek fantastyka i pochodne. Nowy Gaiman, nowy Pratchett (przedostatni, jak wiemy, niestety).

1. Opowiadania Gaimana 22. kwietnia, eseje Pratchetta 5. maja.


2. Głośna nowość fantasy, którą zachwycają się m.in. Sanderson i Brett. 6. maja w księgarniach.


3. Dla dzieciaków i młodszej młodzieży - jedna nowość (Patterson jest podobno bardzo popularny tu i ówdzie i bardzo przez dzieci lubiany), jedno wznowienie dobrej serii. "Kroniki" były ostatnio wydawane po polsku 10 lat temu, więc ciężko było skompletować całość. Teraz nie będzie już tego problemu. Obie rzeczy ukażą się 18. maja.


4. Ponieważ ostatnio piszę posty o książkach do różnych kreatywnych działań, to zapowiedź też z tej beczki. Kolorowanki dla dorosłych. Do kupienia już 17. kwietnia.


5. Nowy Eco 6. maja.


6. Znacie cudowną książkę kucharską Morawskiej "O jabłkach"? Jeśli tak, to ucieszy Was jej kolejne dzieło - "O chlebie". 15. kwietnia w księgarniach. Swoją drogą, muszę kiedyś popełnić posta o książkach kucharskich. :)


7. Nowa książka z serii "Wojny dorosłych - historie dzieci". Do kupienia 20. kwietnia. 


Książki do działań kreatywnych. Część druga.

Książki do działań kreatywnych. Część druga.

Część pierwsza TUTAJ.

Dzisiaj ciąg dalszy, ale z innej beczki. Dzisiaj książki z instrukcjami. Jak eksperymentować, budować, liczyć. Książki - inspiracje. Dwie. Jedna bardzo nowa, świeżynka, prosto z drukarni, druga bardzo stara.
Starsza nawet niż ja.
Wydanie, które mam, pochodzi z roku 1962, czyli jest w wieku Jona Bon Jovi, Toma Cruisa i Ralpha Fiennesa. I od tej książki zacznę.


"Sztuczki, figle i zadania" Perelmana to podobno pozycja kultowa (dla emerytów). Można ją kupić za dość wygórowaną cenę w różnych serwisach aukcyjnych i w antykwariatach. Bawił się tą książką mój mąż w dzieciństwie (a kto zna mojego męża, ten wie, że na dobre mu to wyszło, chociaż...), a teraz przekazał tę pozycję swojemu synowi (z nadzieją, że i jemu to wyjdzie na dobre).


"Sztuczki" są podzielone na kilka działów - mamy tu opisy eksperymentów dla małych fizyków (z ładnym wyłuszczeniem, dlaczego różne rzeczy dzieją się tak, a nie inaczej), przy okazji uczące, jak, na przykład, zrobić własnego bąka, który się ładnie kręci; jak sprawić, żeby jajko w wodzie nie tonęło, ani nie wypływało na powierzchnię, ale pięknie "lewitowało" w środku słoika, czy też co zrobić, żeby igła pływała, a nie tonęła. Jest też sporo rzeczy nie do wykonania - zabawy z lampą naftową na przykład, czy z żelazkiem z duszą - ale och, jaka radocha przy czytaniu. ;)


Jest tu też mnóstwo (ale to mnóstwo) matematyki, zabaw z liczbami, z geometrią, legendy matematyczne (tak, tak!), opowieści o szachach (także kilka legend o ich powstaniu), mnóstwo świetnych łamigłówek "zapałczanych" (wiecie, o przestawieniu jednej zapałki, który to ruch zmienia wszystko, itd.). Dla mojego syna, który matematykę uwielbia, pozycja bardzo, bardzo atrakcyjna.
Przede wszystkim jednak dość trudna, więc polecam tylko zaawansowanym dzieciakom, fascynatom matematyki i fizyki. Starszakom i dorosłym też.




Druga pozycja to nowiutki "Rok z Findusem". O mojej miłości do książek o Pettsonie i Findusie pisałam rok temu TUTAJ. Pettson jest majsterkowiczem i teraz, przy pomocy genialnych rysunków Nordqvista daje instrukcje dzieciom.




Z "Roku" dzieci dowiedzą się, jak zrobić domek z patyczków od lodów, jak rozmnożyć rośliny doniczkowe, wyhodować kiełki, zrobić broszkę z fasoli, czy wyhodować żaby ze skrzeku (o tym, jak go zebrać, też tu jest). Dużo tu prac ogrodowych i majsterkowania na powietrzu. Dużo brudzenia i zajmowania się roślinami. Zatem jeśli nie chcecie, żeby dziecko nękało Was o znoszenie do domu ziemi, mchu i robaków - na wszelki wypadek tej książki nie kupujcie. Nam się bardzo podoba i na pewno wiele porad wykorzystamy. :)




Copyright © 2014 Na regale , Blogger