poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Chłopak w sukience

Miałam chwilę zawahania - czy pisać o kolejnej książce Walliamsa? Przecież pisałam już o Babci rabuś i o Panu Smrodku. Ileż można ciągle o książkach tego samego autora? Tylko że i tym razem trudno mi się powstrzymać, bo to kolejna zabawna, mądra, nieco obrazoburcza i niepoprawna, ale doskonała książka dla dzieci. Na dodatek poruszająca struny, które u mnie poruszyć bardzo łatwo.


Dennis mieszka z tatą i starszym bratem na zwyczajnym osiedlu. Wszystko wokół niego jest zwyczajne i nudne. Mama odeszła (i tu ukłon w stronę autora - mało kto ma odwagę pisać o tzw. niepełnych rodzinach, a takie przecież też istnieją), tata nie ma czasu chodzić na mecze, w których grywa jego syn (a gra dobrze i bardzo to lubi), a na dodatek Dennis jest INNY. Nie robi nic złego, po prostu bardzo interesuje go moda i lubi oglądać magazyny ze zdjęciami sukienek. 

Pewnego dnia najpiękniejsza dziewczyna w całej szkole, Lisa, zaprasza Dennisa do domu. Lisa też uwielbia modę i sama projektuje i szyje sobie stroje. Kiedy Dennis ją odwiedza, może oglądać Vogue'i do woli (w domu tata tego nie akceptuje). Ba! Może nawet przymierzyć sukienki i świetnie się przy tym bawi. 
Jest drobny i chudy, więc kiedy się umaluje i założy perukę, wygląda jak dziewczyna. Lubi to. Ma prawo lubić chodzenie w sukienkach tak samo, jak dziewczynki. To w końcu tylko ubranie i nikomu nie robi krzywdy to, że je zakłada.


Pewnego dnia wpada na pomysł, że przebierze się za dziewczynę i pójdzie z Lisą do szkoły, udając jej koleżankę - francuską uczennicę z wymiany zagranicznej. Nie będzie musiał się odzywać i wszystkich nabierze. Wygłup się udaje do momentu, w którym z głowy zsuwają mu się sztuczne włosy. Wtedy wszystko wychodzi na jaw i chłopiec zostaje wyrzucony ze szkoły.



W tym momencie wszystko się rozsypuje; z powodu takiej trywialnej bzdury, jaką jest ubranie, cały świat chłopca rozpada się na kawałki. 

Potem następuje szereg wydarzeń chwytających za serce - koledzy z drużyny potrafią się odnaleźć, tata Dennisa też zaczyna traktować syna po ludzku i świat wraca na swoje miejsce (nie będę opisywać szczegółów, żeby nie psuć zabawy, ale kilka scen wyciska łzy). 

A teraz spróbujcie to sobie przenieść na polski grunt. Widzicie tę scenę? Widzicie, jak prasa huczy o strasznym dżenderze? A może lżej - pomyślcie, że nauczyciel daje tę książkę do przeczytania dzieciom jako lekturę (wiem, fantazjuję ponad miarę). Widzicie, jak część rodziców przychodzi oburzona? Nie dość, że rozbita rodzina, to jeszcze TO. 


Już jakiś czas temu zorientowałam się, że nie dam rady wywalczyć, żeby inni rodzice uczyli swoje dzieci (i synów i córki, bo dziewczynki czasem bywają gorsze, niż chłopcy w tym temacie), że róż to tylko kolor, że zabawki nie mają płci i że każdy może robić to, co lubi, jeśli nie krzywdzi to innych. W szkołach nie ma rozwiązań systemowych, kar za wyśmiewanie, regularnych spotkań antydyskryminacyjnych, jak to ma miejsce w niektórych krajach, a nauczyciele chyba boją się konfrontacji z rodzicami (a niektórzy rodzice nie lubią, kiedy im się mówi, jak mają wychowywać swoje dzieci). 


"Chłopak w sukience" to piękna książka o świecie, w którym można zwalczyć uprzedzenia. W którym istnieją różne rodziny, różne kultury i różne upodobania. I tak długo, jak one nie próbują się wzajemnie zmieniać i nikomu nie przynoszą krzywdy, mogą razem pokojowo istnieć. Darvesh, kolega Dennisa, może chodzić w zabawnej, hinduskiej czapeczce, Dennis może zostać projektantem sukienek tak samo, jak Lisa, albo sławnym piłkarzem - jeśli tylko zechce; bo kiedy ostatecznie wszyscy przekonali się, że niezależnie od stroju, człowiek pod materiałem jest dokładnie ten sam, świat się dostosował. 

Pokażcie tę książkę dzieciom. Niech wiedzą, że nie wszyscy muszą być tacy sami i to jest w porządku. 

1 komentarz:

  1. Prosimy się nie wahać:) Pisać! Naprawdę tego potrzeba.

    OdpowiedzUsuń