wtorek, 6 września 2016

Demokracja i dyktatura.

Kiedy ze wszystkich stron widać, jak nacjonalizmy wszelkiej maści zaczynają wyłazić z kątów jak złe licho, warto rozmawiać z dziećmi na tematy polityczne.

Wydawnictwo TAKO piękną nam podsuwa literaturę. Dwie książczyny - jedna o demokracji, druga o dyktaturze (a będzie też o męskości i kobiecości - tak, tak, o strasznym genderze, prawdopodobnie do kupienia w październiku na krakowskich targach książki :)) dają prostą instrukcję, jak tak trudne zagadnienia wyjaśnić dzieciom. 


W książce o demokracji jest zwięźle o wyborach, partiach politycznych i o tym, że w demokracji ludzie mogą myśleć i mówić co chcą. Wolno im się spotykać i gromadzić. Każdy ma głos w dyskusji i godzi się z tym, że kiedy czas popularności jego partii przeminie, będzie musiał ustąpić i pozwolić rządzić oponentom, by potem oni mogli oddać pałeczkę komuś innemu. 

Jako że niebezpiecznie grozi nam to, że obecna władza pałeczki nie będzie chciała oddać, tylko przerwać sztafetę i schować pałeczkę głęboko we własne... eee... gardła, to edukacja jest jedyną drogą do tego, by wszyscy kiedyś wreszcie zrozumieli, że państwo nie może być prywatnym folwarkiem, ale domem wszystkich - nie musimy się kochać, ale nie możemy się nienawidzić i robić sobie na złość. O tym jest książka o demokracji.



Książka o dyktaturze rysuje ponury obraz świata. Niektórzy taki świat pamiętają, a młodsi POWINNI znać go z książek. To świat, w którym nagradza się tylko lojalnych, karze za samodzielne myślenie i sprzeciw. Dyktator chce mieć władzę nad wszystkim, usuwa oponentów, a w szkołach, sądach i urzędach umieszcza tylko ludzi, którzy są po jego stronie i ślepo wykonują jego rozkazy. To nie jest miłe miejsce, bo tam o pewnych sprawach można rozmawiać tylko szeptem, a czasem trzeba z takiego kraju uciekać. 

O pokusach władzy absolutnej warto mówić głośno i opowiadać o tym dzieciom. Bo jak nie my im o tym opowiemy, to kto?




W obu książkach jest bardzo mało tekstu. Są świetne ilustracje Marty Pina i Mikela Casala i taka ilość informacji, jaką może przyswoić nawet starszy przedszkolak. Mój dziewięciolatek jest na te książki za duży o tyle, że jest w nich po prostu już za mało wiedzy, jak na jego możliwości, ale uważam, że to świetne pozycje do tego, żeby zacząć z dziećmi w ogóle dyskusję. To może być genialna pomoc naukowa dla odważnych nauczycieli w podstawówce. Spokojnie do dziesiątego roku życia można dać dzieciom te książki i potraktować je jako początek rozmowy. 

Ważna rzecz. Jedna z ważniejszych. Polecam z czystym, lewackim sumieniem. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz