Spacer z psem, czyli co z tego, że nie mam już małych dzieci.

Kupiłam sobie książkę dla dzieci.
I tak bardzo, bardzo się z niej cieszę. :)
To jest jedna z tych książek, które się kupuje, żeby na nie patrzeć.

Kocham Svena Nordvista, a mój syn wychowywał się na Pettsonie i Findusie, o którym pisałam TUTAJ. Znamy te książki na pamięć, stoją u nas na półce i czasami wciąż do nich zaglądam - z nostalgią, zachwytem, czasem ze ściśniętym sercem, bo wciąż mnie wzruszają, a ilustracje mnie cieszą i sprawiają przyjemność.



Jak dowiedziałam się, że Media Rodzina wypuści kolejną książkę Nordqvista, tym razem będącą typowym picture bookiem, bez tekstu, będącym baśnią do oglądania, ucieszyłam się niezmiernie i zdziwiłam, że o niej jeszcze nie słyszałam, bo pewnie dawno już bym ją miała (w końcu tłumaczenie nie jest potrzebne ;)).



Kiedy dostałam "Spacer z psem" w swoje ręce, to - słowo daję - trzęsłam się z ekscytacji. :) Oglądałam zachłannie i w pełni szczęścia. Książka bardzo przypomina inną tego autora - cudowną, poetycką opowieść "Gdzie jest moja siostra?". Kraina jest tak samo oniryczna, a dziecięcy bohater także wyrusza tam w podróż po świecie szalonym, lekko niebezpiecznym, acz ogólnie jednak przyjaznym. Tam poszukiwał siostry (i towarzyszył temu krótki tekst), a tutaj chłopiec wyrusza na spacer ze swoim wielkim, białym psem. Dla małego dziecka, które by dostało tę książkę, pewnie radością byłoby szukanie tegoż psa na wielkich stronach pełnych szczegółów. Przypomina to wtedy trochę książki w stylu "Miasteczko Mamoko" czy "Ulica Czereśniowa", ale dla starszych dzieci jest tam cała historia. Jest miasto, jest wieś, jest morze, są potwory, przygody, szalone kolejki, olbrzymie stwory, a także znane ze świata Pettsona mukle.



Czegóż tam nie ma! Jest baśń i groza. Zabawa, pościg, ucieczka, lekko ponure zoo i zupełnie zwyczajna babcia, która czeka na wnuka w drzwiach domu. Czy on to wszystko na kartach książki przeżył, czy sobie wyobraził, nie ma to znaczenia. Jest cudownie, jest pięknie, jest szczegółowo. Jest tak, jak we wszystkich książkach Nordqvista - przy każdym kolejnym oglądaniu zauważamy coś nowego, coś, czego nie widzieliśmy wcześniej.



Matko, jakie to jest piękne. I tak bardzo kojarzy mi się z czasami, kiedy mój duży syn był przedszkolakiem, któremu po raz osiemdziesiąty czytałam "Minutę koguta". Cacko. "Do mania". :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Na regale , Blogger