piątek, 2 stycznia 2015

Norki, myszy i ryjówki.

Komiksy dla dzieci wróciły niedawno do łask i przeżywają prawdziwy boom. Cieszy mnie to niezmiernie nie tylko dlatego, że sama lubię komiksy, ale też dlatego, że komiksy bardzo skutecznie zachęcają dzieci słabo czytające do tego, żeby sięgnęły po książkę samodzielnie, nie wyręczając się rodzicem (wspólne czytanie komiksu jest jednak mało komfortowe), a Polska potrzebuje ludzi, którzy czytają (że tak górnolotnie pojadę...).

Mój syn, kiedy zaczynał sam czytać, nie miał jeszcze sześciu lat. Pierwszą dłuższą książką, którą przeczytał od deski do deski, bez pomocy, bez zniechęcania się, że po poskładaniu zdania zapomniał jego treść (w komiksie podpowiada obrazek, więc jest łatwiej), była "Norka zagłady" Tomka Samojlika. Była to druga część "sagi" o gryzoniach, a pierwszej nie sposób było wtedy dostać, bo od dawna była wyprzedana.


W tym roku "Ryjówka przeznaczenia", pierwsza z serii (trzeci będzie w tym roku, mam nadzieję, "Powrót rzęsorka"), doczekała się wznowienia, na dodatek wzbogaconego o kilka drobnych dodatków.


Komiksy Samojlika to zawsze zabawne, przyrodnicze, edukacyjne pozycje, które są nie tylko pięknie narysowane, ale też fabularnie niczego im nie brakuje. W "Ryjówce" mamy pełną emocji wyprawę gryzoni po pomoc dla konającego od ludzkich śmieci lasu. Przy okazji zdobywamy (nie tylko dzieci, ja też się sporo dowiedziałam) całkiem sporo informacji o rozmaitych ryjówkowatych, zamieszkujących nasz kraj. W przypisach mamy kopalnię (no, sporą norkę przynajmniej) wiedzy ładnie, zgrabnie i sprawnie podanej.

Do tego miłe jest puszczanie oka do dorosłych, ale nie utrudniające dzieciom zrozumienia książki - w treści aluzje do Władcy Pierścieni, a nawet Monty Pythona (chrząszcze, które mówią "ni"), a na końcu książki ryjówkowe plakaty filmowe.




Druga nowość o gryzoniach, to już nie krajowa, ale amerykańska opowieść. Komiks Petersena to potrójny laureat nagrody Eisnera - myszki zasiadły w loży zwycięzców obok np. Sandmana, więc jest się czemu przyjrzeć z bliska.
Bajeczka dzieje się w średniowieczu, a myszy są rycerskie. Intryga jest niemal Tolkienowska, myszy giną w strasznym świecie gigantycznych dla nich węży, krabów i ludzi. Nie, nikt nie pokazuje tego zbyt dosłownie, ale wiemy, że mysia wyprawa to nie kaszka z mleczkiem.


Trudno mi polecić "Mysią straż" maluchom, bo język jest trudniejszy, a fabuła bardziej zawiła, niż w książkach Samojlika, więc nie kupujcie swoim ledwo czytającym dzieciom. To znaczy kupcie, poczytajcie sami, a potem wyciągnijcie z czeluści, jak trochę podrosną. Myszki to lektura dla oczytanego już (co najmniej) siedmiolatka.


"Mysia straż" doczekała się także gry RPG na swojej podstawie, a w Polsce za chwilę ukażą się kolejne tomy komiksu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz