środa, 20 listopada 2013

Nie pojedziemy zobaczyć Auschwitz.

Wszystkie wypowiedzi przytoczone w tej książce są prawdziwe. Rozmowy zostały nagrane, osoby i miejsca sfotografowane.
O komiksie Dresa sporo czytałam przed jego ukazaniem się w Polsce i bardzo chciałam go dostać w swoje ręce. Recenzje także były bardzo intrygujące i raczej entuzjastyczne, a temat książki bardzo dla mnie ciekawy.


Jérémie (wraz z bratem) przyjeżdża do Polski odszukać ślady swoich przodków. Odwiedza Warszawę, Żelechów (i tamtejszy zaniedbany, ginący cmentarz żydowski, przy którego opisie zwyczajnie się wstydziłam), Kraków, ale postanawia nie oglądać Oświęcimia - prawdopodobnie dlatego, że byłoby to zbyt silne przeżycie, bardzo wpływające na wrażenia z całej podróży.
Chce zobaczyć nie tylko stary dom dziadków i groby pradziadków, ale też to, jak wygląda współczesna polska społeczność żydowska. Odwiedza rabinów, ośrodki kulturalne i urzędy (i tutaj czasami trafia na mur - nie tylko nieznajomości angielskiego, ale też zwyczajnego niechcenia i dziwnych przepisów - welcome to Poland).

Ponieważ przed wyjazdem wszyscy ostrzegają go, że w Polsce jest pełno antysemitów, często zwyczajnie boi się chodzić po żydowskich cmentarzach (zwłaszcza na prowincji) i unika przyznawania się do tego, że jest Żydem (po trosze mu się nie dziwię).
- Nie podoba mi się, jak na nas patrzą. Raczej nie przyjeżdża tu zbyt wielu turystów, więc jeśli nie jesteśmy turystami, a nie wyglądamy na miejscowych, to...
- To jesteśmy kolesiami wynajętymi przez żydowskiego miliardera do zrobienia zdjęć jego rodzinnego miasteczka?
Książka jest miejscami przeładowana informacjami, więc często pojawiała mi się myśl, że nie było sensu robienia z tej historii komiksu. Że zwyczajna relacja, uzupełniona komiksowymi rysunkami co bardziej interesujących anegdot, miałaby może większą rację bytu. Jednak kiedy skończyłam czytać, jakoś już o tym nie myślałam. Cała opowieść nie jest ani dynamiczna, ani porywająca. To taki spacer po śladach, przerywany rozmowami z różnymi ludźmi, związanymi ze środowiskiem polskich Żydów. Nic się tam nie dzieje, a ostateczne wnioski musimy wysnuć sobie sami, bo nawet sam autor nie jest pewien, co powinien myśleć o wszystkim, co zdołał zobaczyć.

(klik, żeby powiększyć)

To pozycja zdecydowanie dla pasjonatów, dla zainteresowanych tematem, nie dla miłośników komiksów po prostu, bo Ci będą pewnie jednak trochę rozczarowani.

Na samym końcu książki pojawia się jeszcze jedno, ostatnie świadectwo, relacja kobiety, która wyjechała z Polski z powodu wydarzeń w 1968 roku. Gorzkie słowa. Takie zwieńczenie całej wyprawy. Emocjonalne, subiektywne i stronnicze. Przesadzone. Ale tak właśnie wygląda Polska z zewnątrz. I nie bez powodu. Trochę chce mi się stąd uciec teraz, ale mi przejdzie. Chyba.

3 komentarze:

  1. właśnie kończę czytać; pewnie od razu zabiorę się za napisanie własnych kilku słów o tej książce.
    a tak przy okazji polecam, dla przeciwwagi lub dla poszerzenia kontynentu, komiks Rutu Modan "Zaduszki", który również dzieje się w PL

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń