wtorek, 4 lutego 2014

Księżniczka w papierowej torbie.

Dzisiaj trochę z żalem i trochę przypadkiem - o bajce feministycznej.


Dostałam "w gratisie" książeczkę dla dzieci, wydaną przez fundację Feminoteka. Pierwsze skojarzenie, jakie miałam, po przeczytaniu opisu tej bajki, było skojarzeniem ze znakomitymi "Księżniczkami i smokami" z wydawnictwa Zakamarki (też o przebojowych, nie biernych księżniczkach). Niestety - zawartość okazała się jednak rozczarowująca. 

Księżniczka w książce Munscha podstępem zmusza smoka, żeby uwolnił porwanego księcia. Książę, kiedy widzi strudzoną księżniczkę, która po niego przybyła, zarzuca jej, że jest brudna i niestosownie ubrana, więc księżniczka tupie nogą i oznajmia: "Jesteś łajzą!", po czym za księcia nie wychodzi. I tutaj, na końcu bajki, zaczynają się moje zastrzeżenia. Książka jest krótka, przeznaczona dla maluchów (moim zdaniem tak w wieku około czterech - sześciu lat), a słowo użyte przez - prawdopodobnie nadgorliwą - tłumaczkę (Anna Dzierzgowska) jest po prostu za wulgarne i niezrozumiałe dla małych dzieci (ba, nawet mój prawie siedmiolatek nie wiedział, co znaczy "łajza"). Gdyby na końcu księżniczka powiedziała, że rzeczony książę jest głupkiem, byłoby to dużo bardziej sensowne i zrozumiałe dla dziecka. 


Druga uwaga - książka kończy się tym jednym zdaniem, a morał, moim zdaniem, wymaga rozwinięcia. Po dużej przeprawie ze smokiem, historia ucina się tak nagle, że nie daje szans na przemyślenie zakończenia. Rozczarowuje. Gdyby autor do dodał chociażby kilka zdań na temat tego, że księżniczka zasiadła samodzielnie na tronie i rządziła sprawiedliwie przez lata, albo że spotkała, dajmy na to, innego księcia/pastuszka, który to był taki, śmaki i owaki (a nie łajzowaty, że się posłużę już tym nieszczęsnym słowem) i z nim była szczęśliwa, to może dziecko mogłoby wyciągnąć jakieś wnioski. A tak - księżniczka wyzwała dość chamsko buraka, który nie docenił jej wysiłków i koniec. Bez sensu. Zmarnowana szansa na feministyczną bajkę. 

Aczkolwiek obrazki nawet ładne. ;)


Lepiej sięgnijcie po "Księżniczki i smoki" Christiny Bjork. Przekaz podobny, ale lepiej podany. 
Poza tym - większość współczesnej skandynawskiej literatury dziecięcej jest bardzo przyjemnie niestereotypowa płciowo, jakby ktoś chciał (a ja akurat chcę i bardzo sobie skandynawskich autorów cenię) uciec od tych wszystkich różowych księżniczek w tiulach i dziewczynek przy garach, a chłopców przy samochodach (np. "Igor i lalki" Lindenbaum, i tym podobne pozycje - mogłabym na ten temat osobnego posta wysmażyć, gdyby było takie zapotrzebowanie, użyłabym nawet słowa "gender" ;)).

2 komentarze:

  1. Nam się ogromnie podoba "Księżniczka w papierowej torbie". Moja 6cio latka ją uwielbia i wręcz z rozkoszą czeka, aż księżniczka powie "jesteś łajzą". Moim zdaniem księżniczka wykazuje się sprytem, inicjatywą, nie wiadomo do końca jak się historia zakończy. Dla mnie to zaleta, że książka jest krótka i o morale można po prostu pogadać z dziećmi. Natomiast dziwi mnie porównannie do "Księżniczek i smoków"... dla mnie to zupełnie różne tematycznie książki.

    OdpowiedzUsuń