Propozycja nowej listy lektur, czyli Czarnek zmusza do klękania.

Rok szkolny za 20 dni, więc jest to znakomity moment, by pochylić się nad zmianami na liście lektur obowiązkowych i sugerowanych przez miłościwie nam panującego ministranta Czarnka. 

Nie będę tu debatować nad tym, czy w ogóle jakakolwiek lista lektur obowiązkowych, narzuconych przez ministerstwo, jest w ogóle potrzebna, czy nie należałoby raczej dać nauczycielom więcej autonomii, ale to jest temat do cna już wyczerpany i wyobracany na wszystkie strony. Tutaj zajmę się tym, co mamy jednak zastane, czyli - mokre sny ministra o edukacji młodych ludzi, a konkretnie - o książkach, po których przeczytaniu podobno mają zmienić się w pobożnych patriotów. 

Najmniej kontrowersji mamy w lekturach dla maluchów, bo chociaż większość z nich to teksty przestarzałe i zbędne (np. "O psie, który jeździł koleją"), to jest tam parę fajnych, a nawet współczesnych pozycji (w mniejszości, ale w ogóle są). Poza tym są tam książki dość neutralne i niegroźne. Zwykle po prostu żadne. 

Wrąbano oczywiście jakieś dziełko Zofii Kossak-Szczuckiej, nowej ulubienicy władzy, bo piecze ona dwie pieczenie na jednym ogniu - była zarówno srogą antysemitką, jak i Sprawiedliwym Wśród Narodów (tak, i takie osoby się zdarzały), a na dodatek jej książki są mierne, jak cała nasza władza. Idealnie. 

Oczywiście nie zabrakło we wczesnej podstawówce papieża, nie martwcie się - umieszczono w kanonie książkę Piotra Korydasza pt. "Lolek. Opowiadania o dzieciństwie Karola Wojtyły", która jest tak niemożliwie przesłodzona, że nie bez powodu mówi się, że to dzieło jest niemalże bliźniacze do propagandówek Kononowa o Leninie. Mały Lolek tam jest dzieckiem bez skazy, które sprawia, że nawet żydowski chłopiec przychodzi o kościoła (sic!), a jak się rodzi, to oczywiście wszystkie znaki na ziemi i niebie...

„Lolek przyszedł na świat rumiany i zdrowy, co komunikował wszystkim sąsiadom donośnym krzykiem. Gdy rodził się, w kościele odbywało się właśnie nabożeństwo ku czci Matki Najświętszej. Słowa Litanii loretańskiej wpadały przez uchylone okno do domu Wojtyłów, towarzysząc misterium jego narodzin. Maryja, której od początku zawierzyli zagrożone życie nienarodzonego jeszcze Lolka, jakby naznaczyła go swoją obecnością, gdy przychodził na świat”

Do tego był tak święty jako młodzieniec, że będąc nastolatkiem nie bawił się z rówieśnikami wieczorami, tylko wracał wcześnie do domu. Klękajcie narody. 

„Jurek nie namawiał dłużej Karola na pozostanie. Za dobrze go znał. Wiedział, że z żelazną dyscypliną trzyma się wyznaczonych godzin. Choćby czytali najciekawszą książkę, słuchali najpiękniejszej muzyki, choćby Lolek rozgrywał najlepszy mecz, gdy minął czas przeznaczony na jego zabawę, przerywał, żegnał się i wracał do domu. Pozostali mogli dalej czytać książki, słuchać muzyki, czy kopać piłkę, nawet do godziny dwudziestej pierwszej, do której wolno było gimnazjaliście przebywać na dworze bez opieki dorosłego – ale już bez Lolka”.

Pan Kordyasz napisał też książkę o dzieciństwie Wyszyńskiego, więc pewnie będzie w kanonie w przyszłym roku.

No ale przejdźmy dalej, bo potem robi się zabawniej.

Klasy IV-VI nadal mają na liście te wszystkie szkodliwe i niepotrzebne kurioza w stylu "Chłopcy z Placu Broni", w których chłopak umiera, bo postąpił "honorowo" w trakcie zabawy, czy rasistowskie "W pustyni i w puszczy", w którym Staś morduje ludzi, przymusowo ich chrzci, słowo Murzyn pada na co drugiej stronie, a ludzie czarnoskórzy są głupsi i prymitywni. 

Na dodatek klasy IV-VI to ciągle dzieciaki, które wciąż nie mają umiejętności językowych na najwyższym poziomie, a muszą się mierzyć z takimi rzeczami jak fragmenty "Pana Tadeusza" czy "W pamiętniku Zofii Bobrówny" Słowackiego. Niemniej nie to jest największym problemem. Jest nim raczej to, że nie ma tu już żadnych lektur współczesnych. I to mówię serio. ŻADNYCH. Najnowszy tam jest uroczy "Mikołajek" Sempe i Gościnnego, ale to jest książka sprzed 60 lat! 

Usunięto z kanonu jedyną współczesną pozycję, jaką był, lubiany przez wiele dzieci, "Felix, Net i Nika", rzekomo z powodu niedopuszczalnego "potocznego języka". Nie można dopuścić, żeby dzieci cokolwiek w szkole lubiły, to by było niewychowawcze. A potoczny język przecież jest taki okropnie nieedukacyjny. Nie to, co dzięcielina, która pała, czy dziatki, które pójdą na wzgórek zmówić paciórek (tak, "Powrót taty" jest obowiązkowy ;)).

Bardzo zabawnie jest też na liście lektur uzupełniających dla tej grupy wiekowej. Nauczyciel szczęśliwie nie ma obowiązku zlecać czytania tych książek, choć szczęśliwie pojawili się na niech choćby "Zwiadowcy", których dzieci lubią. Lista jest jednak symptomatyczna. Mamy tam na przykład:

1) Janusz Korczak "Król Maciuś Pierwszy" - brzmi niewinnie, ale pewnie dawno tej książki nie czytaliście, prawda? Tutaj macie fragmenty.

2) Zofia Kossak-Szczucka, "Topsy i Lupus" - oczywiście, że nie może zabraknąć pani Zofii. Bardzo bym chciała wiedzieć, o co dokładnie chodzi z obsesją na punkcie tej autorki.

3) Longin Jan Okoń "Tecumseh" - oto kuriozum nad kurioza. Mierna, niewytrzymująca próby czasu książka, napisana w 1976 roku, która opowiada o Indianach (wiemy, jak wyglądało spojrzenia na rdzenną ludność Ameryki w tamtych czasach, prawda?) i dzielnym Polaku, który staje po ich stronie widząc, jak Amerykanie ich krzywdzą, co doprowadza do tego, że Indianie zakładają związek (serio!) i potem na wojnie stają przeciwko złym imperialistom z USA, po stronie Brytyjczyków. Nie żartuję.


4) Henryk Sienkiewicz "Janko Muzykant" - wiem, wiem, czemu się czepiam biedaka. Ano czepiam się, bo te wszystkie dołujące nowelki powinno się już dawno zakopać. Nie ma to jak bajeczka o umierającym chłopcu, pisana językiem w sam raz dla dziesięciolatka:

Przyszło to na świat wątłe, słabe. Kumy, co się były zebrały przy tapczanie położnicy, Narodziny kręciły głowami i nad matką, i nad dzieckiem. Kowalka Szymonowa, która była najmądrzejsza, poczęła chorą pocieszać:

— Dajta — powiada — to zapalę nad wami gromnicę, juże z was nic nie będzie, moja kumo; już wam na tamten świat się wybierać i po dobrodzieja by posłać, żeby wam grzechy wasze odpuścił.

— Ba! — powiada druga. — A chłopaka to zara trza ochrzcić; on i dobrodzieja nie doczeka, a — powiada — błogo będzie, co choć i strzygą się nie ostanie.

Tak mówiąc zapaliła gromnicę, a potem wziąwszy dziecko pokropiła je wodą, aż poczęło oczki mrużyć, i rzekła jeszcze:

— Ja ciebie „krzcę” w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego i daję ci na przezwisko Jan, a terazże, duszo „krześcijańska”, idź, skądeś przyszła. Amen!

Ale dusza chrześcijańska nie miała wcale ochoty iść, skąd przyszła, i opuszczać chuderlawego ciała, owszem, poczęła wierzgać nogami tego ciała, jako mogła, i płakać, chociaż tak słabo i żałośnie, że jak mówiły kumy: „Myślałby kto, kocię nie kocię albo co!”

Posłano po księdza; przyjechał, zrobił swoje, odjechał, chorej zrobiło się lepiej. W tydzień wyszła baba do roboty. Chłopak ledwo „zipał”, ale zipał; aż w czwartym roku okukała kukułka na wiosnę chorobę, więc się poprawił i w jakim takim zdrowiu doszedł do dziesiątego roku życia.

5) Louis de Wohl "Posłaniec króla" - jeśli uważacie, że jedno Quo Vadis w programie szkolnym wystarczy, jeśli chodzi o książki o prześladowaniu chrześcijan przez Nerona, to się mylicie. Oto książka wydana przez Wydawnictwo Diecezjalne, która opowiada mniej więcej o tym samym. I ma prawie 700 stron! Wszystkie dwunastolatki sikają po nogach, żeby to przeczytać. Wydawca opowiada, że jest to książka o "Egzekutorze Bożej Sprawiedliwości". Cokolwiek to znaczy.


***

Nie bez znaczenia jest też fakt, że na liście lektur nie ma prawie w ogóle nie tylko współczesnych książek, ale też książek, które opowiadają o kobiecych/dziewczęcych postaciach. Nawet "Ania z Zielonego Wzgórza" wyleciała na listę nieobowiązkową, co - podejrzewam, może nadmiernie wyolbrzymiając - miało coś wspólnego z tym, że bohaterką jest dziewczyna. 

Współczesne książki miały już żeńskie bohaterki, więc albo wyleciały całkiem, albo spadły do rzeczy nieobowiązkowych. W lekturach szkolnych przygody przeżywają tylko chłopcy, a dziewczęta są płaczliwym i pindrzącym się tłem. 

Sądzę też, że na liście lektur do klas IV-VI doszło do olbrzymiego przeoczenia, bo nie ma ani jednego papieża. Jednak nadrabiają w klasach późniejszych z nawiązką.

*** 

I powoli zbliżamy się do najciekawszych zmian. Czarnek wyraźnie uważa, że to nie małe dzieci, ale młodzież wymaga największego, najntensywniejszego formowania, bo się coś znarowiła ostatnimi czasy. Zerknijmy na lektury dla klas VII-VIII. 

Nie zaszło tu wiele zmian, raczej ugruntowano nudny kanon i znowu NIE MA ANI JEDNEJ WSPÓŁCZESNEJ KSIĄŻKI. Naprawdę uważam to za zbrodnię. Obowiązkowo znów czyta się "Zemstę" i "Redutę Ordona", "Pana Tadeusza" i "Dziady", ale i paskudną, mizoginistyczną "Żonę modną" czy nieszczęsne "Quo Vadis". Na tym etapie edukacji oczywiście uważam, że czytanie niektórych klasyków jest potrzebne i ważne, ale kiedy program składa się wyłącznie z napompowanych, trudnych językowo i niekoniecznie ciekawych fabularnie dzieł, to coś jest zdecydowanie nie tak. Zwłaszcza że lista lektur uzupełniających zawiera takie na przykład cuda jak:

1) Lloyd Cassel Douglas "Wielki Rybak" - wydana 70 lat temu powieść o uczniu Chrystusa zakończona, oczywiście, męczeńską śmiercią bohatera.

2) Miron Białoszewski "Pamiętnik z powstania warszawskiego" - nie mam nic do Mirona, może nawet powinien być obowiązkowy, zamiast np. Quo Vadis, ale martyrologii ciąg dalszy.

3) Arkady Fiedler "Dywizjon 303" - książka, która już parę dekad temu powinna odejść do lamusa. Oto opowieść o polskich pilotach, którzy łamią procedury i szczęśliwie udaje im się wylądować jak debeściaki. I can see the pattern.

4) Zofia Kossak-Szczucka "Bursztyny" - nie może jej nie być, prawda? ;) Czy jakiś wydawca autorki jest w PiSie?

5) André Frossard "Nie lękajcie się! Rozmowy z Janem Pawłem II" - JEST PAPIEŻ! Już się martwiłam. 

6) Karolina Lanckorońska "Wspomnienia wojenne 22 IX 1939–5 IV 1945"  - bo brakowało literatury o wojnie i umieraniu. Oh, wait...

7) Bolesław Prus – "Placówka" - nic tak nie interesuje nastolatków, jak dziewiętnastowieczna wieś, która opowiada o tym, że konserwatyzm polskiego chłopa ratuje otoczenie przed zdziczeniem, które przychodzi z zachodu, od Niemca, którego sprowadzili - jak wszystkie nieszczęścia - Żydzi.

8) Melchior Wańkowicz – "Bitwa o Monte Cassino" - SIGH...

Na szczęście tu wszystko nadal zależy od nauczyciela. Mam nadzieję, że większość jednak nie będzie tym katować młodzieży, ale zestaw daje pewien obraz tego, jakiego człowieka chce ukształtować ministerstwo. Zwłaszcza, że z listy uzupełniającej usunięto znamiennie "Stowarzyszenie Umarłych Poetów"

***

Jeśli chodzi o szkoły średnie, to również usunięto pozycje znamienne - Konwickiego, Świetlickiego czy "Antygonę w Nowym Jorku" Głowackiego. Oczywiście współczesnych lektur już teraz w liceum w zasadzie w ogóle nie ma. Co jest? To samo, co zawsze, tylko bez współczesności, a na liście uzupełniającej są takie rzeczy jak:

1) Henryk Sienkiewicz "Listy z podróży do Ameryki" - pełne rasistowskich wjazdów wynurzenia frustrata. Znajdziemy tam smaczki o niemal każdej nacji, którą napotyka. Są tam takie rzeczy, jak np.

Propaganda chrześcijanizmu udaje się tam, gdzie trafia na narody młode, pierwotne, pełne uczuć i poezji; w Chińczyku nie znajduje ona ani jednego z tych przymiotów. Chińczyk niezdolny jest do uniesień, do poświęceń; jest to stary, rozsądny człowiek, który choćby chciał, nie może zrozumieć, że jest cnotą, a nie głupstwem zginąć za swe zasady, poświęcić się dla kogoś lub oddać bliźniemu to, co się zapracowało. O ile wiem, misje kalifornijskie nie nawróciły ani jednego Chińczyka. Każdy z nich woli pójść do świątyni swego Buddy, postukać drewienkami i uważać się potem za zwolnionego od wszelkich innych obowiązków tak względem nieba, jak i bliźnich.

Wiem, że z licealistami można już uprawiać czytanie krytyczne, więc nie będę się czepiać tak bardzo, jak w przypadku lektur dla młodszych ludzi, ale nadal - po co? Jest tyle lepszych i bardziej wartościowych książek, fajniejszej epistolografii, ciekawszych wspomnień. I tak muszą biedacy tego Sienkiewicza przez cały okres kształcenia czytać non stop. Dajmy już spokój.

2) Witold Pilecki "Raport Witolda" - czy muszę pisać coś więcej?

3) Zofia Kossak-Szczucka, "Pożoga. Wspomnienia z Wołynia 1917–1919" - o tej książce najlepiej napisało już OkoPress. Nadmienię tylko, że znowu ta pani...

4) Zofia Kossak-Szczucka "Błogosławiona wina" - kolejna pozycja ulubionej autorki, tym razem o cudownym uzdrowieniu przez obraz Matki Boskiej.


5) Krystyna Lubieniecka-Baraniak "Gdy brat staje się katem" - słabo napisana, beznadziejnie antyukraińska książczyna o Wołyniu, wydana przez niejaką Fundację Nasza Przyszłość, która głównie publikuje książki religijne, albo bogoojczyźniane. Ostatnio wydała książkę o tym, że Rydzyk jest biednym księdzem, a media go szczują, a także jest generalnie bardzo promowana w Radiu Maryja. Polecam zajrzeć na ich www.


6) Jan Paweł II "Przekroczyć próg nadziei" 

7) Jan Paweł II  "Tryptyk rzymski"

8) Jan Paweł II  "Pamięć i tożsamość"

9) Jan Paweł II  "Fides et ratio"

10) Karol Wojtyła "Przed sklepem jubilera"

YUP. Dobrze czytanie. Pięć papieży obok siebie. Nawet nie chce mi się o tym pisać.


11) Stefan Wyszyński "Zapiski więzienne" - gdyby komuś było mało księży i martyrologii.

12) Paweł Zuchniewicz "Ojciec wolnych ludzi. Opowieść o Prymasie Wyszyńskim" - na deserek. Żeby się nikt nie czepiał, że nie ma współczesnej literatury, bo autor nawet jeszcze żyje! 

Fajna będzie ta nowa szkoła. Taka nie za świecka. :)

(Podobno lista może jeszcze ulec zmianie. Na pewno na lepsze, prawda? :P)

5 komentarzy:

  1. z ciekawosci, jaka wspołczesna ksiazke właczyła by Pani do kanonu lektur? bo sporo tych tytułów, które uważa Pani za przestarzałe, o umieraniu, za trudne etc etc służą własnie rozwojowi młodego Polaka za pomocą literacko ujętych wydarzeń z przeszłośći naszego kraju (bo historia to najlepsza z nauczycielek prawda?). Mają coś do przekazania, w odróżnieniu od współczesnej literatury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literatura współczesna jest pełna wybitnych książek. Nie mam nic przeciwko literaturze trudnej, ale kanon nie może się składać wyłącznie z książek o wojnie i cierpieniu, ani z książek z językiem, którego dzieci nie rozumieją. Przestańmy myśleć o tym złotym "kanonie" jak o czymś, bez czego nie możemy się obejść, bo ważniejsze jest wykształcenie miłości do czytania, niż odbębnienie ramoty na brykach. Miłosci się nie nauczy na książkach, których młodzież nie rozumie i musi do nich dorosnąć. Wymienianie wszystkich dobrych współczesnych książek to jest zadanie niewykonalne, zwłaszcza że dla każdego wieku polecałabym co innego, ale warto spojrzeć na książki bliskie czasom młodzieży - na klasyki współczesnej literatury europejskiej, wszak kształtujemy Europejczyków, a nie tylko obywateli Pcimia. Wspaniale pisze dla młodzieży Szczygielski, cudowne są liczne książki, które znajdzie Pan/Pani u mnie na blogu, o których pisywałam od lat. Jest cała masa znakomitej literatury. Wystarczy wyjść poza ramy, do których jesteśmy od wieeeelu dekad przyzwyczajeni - że się świat zawali, jak dzieci nie przeczytają Fredry. Nie zawali się. Jak polubią czytanie, to może sami sięgną do klasyków. Skupmy się na tym, by w ogóle mogli czytać coś, co lubią i rozumieją.

      Usuń
    2. Cóż, widzę, że się nie porozumiemy, a obraźliwe komentarze o "wypaczeniach" usuwam.

      Usuń
    3. (Tam powyżej był komentarz pana, który uważa, że książki o tęczowych rodzinach są wypaczeniem - just sayin'. ;))

      Usuń
    4. Jest wiele współczesnych książek które powinny się znaleźć w kanonie lektur - chociażby "Stowarzyszenie umarłych poetów" - książka która powinna być lektura obowiązkowa, "13 powodów", "Zwiadowcy", "Baśniobór", "Szkoła bohaterów i bohaterek" a to tylko te które na szybko przyszły mi do głowy.

      Usuń

Copyright © 2014 Na regale , Blogger