Wrócę przed nocą - Jerzy Szperkowicz.

Jerzy Szperkowicz to - podążając tropem ludzi, którzy określają innych poprzez ich współmałżonków, choć zwykle dotyczy to kobiet ;) - mąż Hanny Krall. Piszę o tym nie bez powodu, ale dlatego, że kiedy spędzi się z kimś taki kawał życia, to jest to element tożsamości. Urodzony w 1933 roku w Wilnie (Wikipedia podaje 1934, ale podobno się myli, bo Szperkowicz podaje datę wcześniejszą, a sam chyba wie, kiedy się urodził), publicysta i reporter, wydaje się być tutaj - niezamierzenie zapewne - bohaterem innej z książek, które niedawno się ukazały, a mianowicie "Wojenki" Grzebałkowskiej, która to opowiada o ludziach, których dzieciństwo naznaczyła wojna. 


O "Wrócę przed nocą" i o tym, o czym jest, sam Szperkowicz opowiedział w wywiadzie dla Wyborczej, więc ja ujmę to tylko skrótowo - oto podróż w czasie. Autor, wychowany na Kresach, opowiada nam o swoim dzieciństwie, tocząc w tle walec dziejów, szwadrony i partyzantów, przeczytane książki, ciotki, znajome dzieci i spalone budynki. I tak idziemy, czując trochę grozę, a bardziej nostalgię i zauroczenie, przez mniej więcej 70 pierwszych stron, kiedy to nagle wydarza się to, co jest osią opowieści - mord na rodzicach autora w 1943 roku, dokonany przez białoruskich sąsiadów, napędzonych propagandą i nienawiścią władz. 

I wtedy pęka nam serce, chociaż już z okładki i opisu wiemy, co się wydarzy. A potem, brodząc z dorosłym już, dojrzałym Szperkowiczem, po terenach, na których żył, na których wleczono ciało jego matki, nie możemy przestać czytać, chociaż bardzo, bardzo tego chcemy, bo świat - co żadna nowość i zdziwienie - jest paskudnym miejscem pełnym paskudnych ludzi. Dobrych też, ale ci paskudni trochę przesłaniają widok. 

W zasadzie nie czytamy tej książki dla żadnego suspensu, bo wszystko jest wiadome od początku. Czytamy, bo czasami wiemy, że historia musi zaboleć. Że nie jest żadną ujmą tarzanie się w tym, co złego wydarzyło się w dziejach, a także w tym, co złego zrobili "nasi", jak chciałaby obecna władza, marząca o tym, by propagandowo wymazać wszelkie polskie przewiny, wskazując wrogów wszędzie, napędzając jednych na drugich tak samo, jak kiedyś nagoniono Białorusinów na Polaków i vice versa. 

To książka szalenie osobista i szalenie uniwersalna jednocześnie. Jest przy tym zaledwie dwustustronicowa, a stronice są małe. Siadamy i już przeczytane. Nagle, a jednak jakbyśmy przez cały czas drapali cudze rany.

Dobra książka. Bez dwóch zdań.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2014 Na regale , Blogger